Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok XI; No 2311

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco


Jedno zdumienie dziennie..

 
.
 

Oprócz Serca, opłaca się mieć mózg..

Ktokolwiek zna warunki panujące w karaibskich kraikach i atmosferę powstającą natychmiast nawet po skromnym zagrożeniu, musiał wiedzieć, że wysłanie polskiej grupy ratowniczej było czystym nonsensem. Decyzja o wysłaniu powinna być podjęta po zasięgnięciu opinii znawców miejsca i sytuacji przed katastrofą. Ciekaw jestem, czy takiej opinii zasięgnięto, choćby od podróżników polskich. Od razu by było sprawą oczywistą, że lotnisko w 'wysiądzie' po pierwszych lądowaniach. Widziałem je i wiem co mówię. Po wielogodzinnym locie, kręceniu się nad lotniskiem, wreszcie wylądowaniu o kilkaset kilometrów na nieco lepszym lotnisku w Santo Domingo powinno od razu skłonić zespół do pozostawieniu pieniędzy i co tylko można na miejscu i szybkiego powrotu do kraju. Bez zapewnionych środków transportu nawet w sytuacji normalnej przejazd kilkuset kilometrów na wszystkich wyspach karaibskich jest mordęgą nie do opisania. Wyjątkiem może być Barbados, do pewnego stopnia Trynidad, no i oczywiście Portoryko. Ale Haiti to najgorszy pod tym względem kraj. Opóźnione przybycie do zniszczonego miasta z góry skazywało wyprawę na niepowodzenie. Nawet trzeba było uciekać przed zdesperowanymi ludźmi... 
Udzielono 74 osobom pomocy (na 54 osoby wyprawy), przeszukano jakieś 2 odcinki gruzów i trzeba było wracać bez jedzenia i bez picia, gdyby nie łaskawa pomoc udzielona przez gościnnych Brytyjczyków, samolotem- gruchotem do kraju. Pewnie wrócą szczęśliwie.  
Prasa donosi:
"Jak powiedział reporter TVN Marcin Wrona, gościny polskim ratownikom udzielili Brytyjczycy i pozwolili im przespać się w swoim obozie. - Sytuacja wczoraj wieczorem była dość trudna, bowiem nie mieliśmy już ani wody, ani żywności ponieważ i woda i żywność zostały rozdane miejscowej ludności. Gdy okazało się, że samolotu nie będzie, nieco nas to zmartwiło, nieco zdenerwowało - relacjonował przebywający ze strażakami dziennikarz "Faktów".
- Ten wyjazd na Haiti rządowym samolotem i później powrót to jest jedno wielkie piekło - mówił Marcin Wrona."

A szef sztabu 36. specjalnego pułku lotniczego dzielnie macha skrzydełkiem:

"Samolot naprawiony.
- Powołaliśmy zespół kryzysowy, dzięki któremu udało się usterkę usunąć - powiedział TVN24 ppłk. Dariusz Sienkiewicz, . Składał się on trzech podgrup: techników w Portoryko, drugiej w pułku w Polsce i fachowców w Rosji. Po konsultacjach m.in. z biurem konstruktora i inżynierami z Samarze udało się usunąć usterkę Tu-154.
- Samolot został sprawdzony w półdynamice, przy uruchomionych silnikach, wszystkie urządzenia działają prawidłowo - mówił Sienkiewicz."

Wysyłanie drugiego samolotu z polską wodą i różnościami, wprawdzie bardzo potrzebnymi, to następny nonsens. 
Ile skuteczniej byłoby przesłać przeznaczone pieniądze konsulowi, ten by poszedł do najbliższego supermarketu, każda dyrekcja z pocałowaniem ręki załatwiłaby przesyłkę wszystkiego co trzeba np ze swojego oddziału w Portoryko. Ile ludziom przedłużono by życie, ile cierpień po kataklizmie dałoby się w ten sposób uniknąć. 
Ale jeszcze prościej, przekazać odpowiednią sumę armii amerykańskiej obsługującej katastrofę. Że niehonorowo? Ale rozsądnie i skutecznie. 

Przy dobrym sercu wypada też mieć mózg...

Jedyną korzyścią z całej tej wyprawy, to ćwiczenia dzielnych ratowników. Ćwiczenia z działań i znoszenia nonsensów. 

Ciekaw jestem czy publiczność dowie się o bezsensowności wyprawy, czy, jak zwykle, usłyszymy sukcesowe tromtadractwo. 

[QZE06::068];[QEP76::187] 
Nr 2311; w sieci 23.1.2010

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter