Seria poetycka; Polish poetry (English translations) ISSN 1176-7545; rok XI; No 2305

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

.
Jan Lechoń

(1899-1956)

Z La Manchy

Z kopią w ręku, ogromny w stalowym szyszaku,
Raz w raz głowę ku niebu podnosząc wyniośle,
Jechał nocą przez Paryż de Gaulle na rumaku
A obok Sanszo Pansa truchcikiem na ośle.

Giermek zerka na sklepy, o sukniach coś prawi,
O perfumach wonniejszych od pysznych bukietów,
A tamten ciągle patrzy, czy rychło się zjawi
Joanna, Napoleon lub któryś z Kapetów

I mówi do pachołka: „Musi w tej godzinie
Powstać z grobu dziewica lub gwardzista stary,
Bo wszystko to, co widzisz, we mgle się rozpłynie,
Wszystkie cuda Wersalu, wszystkie Luwru czary.

Nie wierz uszom i oku, bo zawsze cię złudzi,
I zawsze czytaj z ręki i wróż z lotu ptaków”
I spiąwszy Rosynanta, odjechał od ludzi
Bz szukać za Paryżem – ostatnich wiatraków.

From La Mancha

Immense with lance in hand, armed in helmet of steel,
now and then his head raising towards heaven, haughty,
there comes riding through Paris de Gaulle on his steed,
By his side Sancho Panza, upon his ass trotting.

The squire squints at shop windows, and prattles of gowns,
of perfumes much more fragrant than splendent bouquets,
His companion stays watchful, for night may announce
Napoleon, or Joanne, or one of the Capets.

And speaks thus to the servant: “Now from their graves here
a virgin, or old guardsman, must rise by and by,
for all the things you see shall as mist disappear,
all wonders of the Louvre, all charms of Versailles.

Do not trust ear nor eye, these will always betray,
at all times study palms, and watch birds through the air”.
Then, spurring Rosinante, from mankind turned away
to seek out, beyond Paris, the last windmills there.

tłumaczył/translated by:  

 

Marcel Weyland (Sydney)
mpweyland@bigpond.com

[QZM04::019]; Nr 2305; w sieci 17.1.2010


 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter