Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok X; No 2285

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

           

      

Jedno zdumienie dziennie... 

.
 

Wieloryb w sosie własnym
(danie okolicznościowe).

Widok morskich olbrzymów unierucho- mionych na mieliźnie wydaje się nam czymś strasznym. Czujemy całą bezradność zwierząt i naszej technologii. Nie wszystkim jednak tak się wydawało. 
Australijscy Aborygeni od tysiącleci znali to zjawisko, choć nie było wtedy sond akustycznych ani hałaśliwych statków spalinowych czy atomowych. Pojawienie się wielorybów na piasku witane było jako coś najbardziej miłego dla całych plemion nadbrzeżnych. Ze względu na ciągłą walkę o podstawowe środki utrzymania miejscowe plemiona nie były zbyt hojne i gościnne w stosunku do plemion sąsiednich. Raczej były w stanie ciągłej wojny. Co innego po pojawieniu się wieloryba na piasku - sami na wieloryby nie polowali, nie mieli do środków. Po takim darze niebios natychmiast rozpalano na wszystkich wzgórzach dookoła ogniska. Było to zaproszeniem sąsiadów do udziale w obżarstwie, jak nasze wici. Schodziło się wtedy mnóstwo luda z okolic bliższych i dalszych. Wcinano się w ciało wieloryba kamiennymi toporkami, całe ciało swoje i swoich  żon oraz wszystkich dookoła smarowano wielorybim tłuszczem, wybierano co smakowitsze kąski, każdy wedle swojego uznania. Jedzono kilka kilogramów mięsa za jednym posiedzeniem czy potańczeniem, potem były orgie i tańce, a także swary i potyczki. Przepełnione brzuchy, niestrawność, podniecała atmosferę spotkań, kończącą się często walką na całego. Powoli też wkraczano w samego wieloryba docierając do wielorybich delikatesów. Po kilku dniach podziurawiony wieloryb był już dobrze we własnym sosie, smakowitym i śmierdzącym. Wędrowano w nim i taptano się z rozkoszą. Kiedy przyszedł czas powrotu w swoje strony, obciążano się połciami tłuszczu i mięsa do granic wytrzymałości. Dźwigano pożywienie dla siebie na drogę, czasem dziesiątki kilometrów, i dary dla współplemieńców. 
Tak tę rzecz widział podróżnik po Australii w pierwszej połowie XIX w. pastor Pridden z Broxted, Essex.
Wyrzucone z morza wieloryby nie były też rzadkością w Europie, w Hiszpanii, Portugalii, Szkocji. Stanowiły okazję do zgromadzeń możnych i gawiedzi dla podziwiana monstrów natury, jak widać na poniższej ilustracji z roku 1618. 


olbrzymi wieloryb, ilustracja Jana Saenredam z 1618 r.

il. górna: 200 wielorybów na mieliźnie, Tasmania
[QZE06::045];[QEP75::260]1;[QCB28::003]Pg 99
Nr 2285, w sieci 22.12.2009

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter