Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok X; No 2241

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Czerwony chleb pod Tyrem i dalsze losy zjawiska
(wokół cudu w Sokółce-1)

W r. 332 p.n.e. Aleksander Macedoński ruszył na Egipt, gdzie był uważany za oswobodziciela. Po drodze była silna twierdza fenicka Tyr, którą trzeba było zdobyć. Oblężenie Tyru trwało 7 miesięcy. Były oczywiście problemy z zaopatrzeniem dużej armii, a klimat śródziemnomorski nie sprzyjał długiemu przechowywaniu zapasów. Żołnierze zauważyli, że chleb w ich racjach często przybierał barwę czerwoną. Niepokój opanowany został przez kapłanów - stwierdzili oni, że jest to zapowiedź, że poleje się wkrótce krew, oczywiście w wyniku upadku Tyru. Kapłani mieli rację - krew polała się obficie i Tyr upadł. Droga do Egiptu była wolna. 
Ale kapłani nie byli zaskoczeni zjawiskiem, bo już Piragoras w VI w. p.n.C. (ten od twierdzenia Pitagorasa) mówił o czerwieniejącym chlebie przetrzymywanym w wilgotnym i ciepłym miejscu. 
Prawdziwy problem z czerwieniejącymi produktami mącznymi zaistniał w Średniowieczu, kiedy to we wielu kościołach zaobserwowano czerwienienie Hostii. Budziło to niepokój wierzących no i oczywiście trzeba było znaleźć winnych. Jasne było dla wszystkich, że winni są żydzi. To oni zdobywali Hostię od chrześcijańskich przeniewierców, znęcali się nad nią, i stąd krwiste plamy. We wielu miastach Europy był to pretekst do krwawego rozprawienia się z żydami. Oto, nazwalibyśmy to teraz, ulotka z roku 1477. Tego rodzaju ilustracje zastępowały prasę w niepiśmiennym społeczeństwie.

 

Ulotka-instrukcja wyraźnie pokazuje najpierw kradzież Hostii, potem sprzedaż w żydowskim kantorku, wreszcie znęcanie się nad Hostią przez okropnych żydów czasie Paschy. Nic dziwnego, że krew pojawiała się na płatkach Hostii, nic dziwnego też, że żydów musiała spotkać zasłużona kara. W dolnej części widzimy jak ich męczyć by przyznali się do winy - tu ogień był bardzo pomocny. Oczywiście 'badania' prowadzono grupowo dla całych gmin. W wyniku przyznania się do winy, droga była jedna - do szubienicy, oczywiście w radosnym otoczeniu gawiedzi, której tu już nie widać. 
Na wyjaśnienie sprawy trzeba było poczekać jeszcze kilka wieków. 

[QZD04::081];ART33028-Jews;ART47045p52-5;[QAB00::056]p168
No 2241; oprac. 28.10.2009

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter