Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok X; No 2193

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Rodzicielska miłość Kunabembe.

O miłości rodzicielskiej, o tym, że rodzice potrafią poświęcić dla dobra dzieci wszystko, wiemy od dawna i olbrzymia część literatury pięknej zajmuje się tym problemem. To samo można powiedzieć o naukowej literaturze z zakresu zoologii, a szkoda, że tak mało mówi się o tym jak to robią rośliny. Ostatecznie walka o przetrwanie musi skupiać się na walce o przetrwanie dzieci, skoro walka o nasze osobiste przetrwanie i tak jest beznadziejna..
Pewnym zaskoczeniem dla podróżników po Afryce jeszcze w początkach dwudziestego wieku był pewien obyczaj panujący wśród niektórych szczepów zamieszkujących wschodni Kamerun i kameruńskie pogranicze Konga. W plemieniu Kunabembe wymieniano się rodzicami. Zaprzyjaźnione rodziny, kiedy ich rodzice dochodzili do sędziwego wieku, stawali się niedołężni i coraz bardziej uciążliwi dla rodziny, po prostu wymieniali się nimi. Przyjaciel oddawał swoich rodziców przyjacielowi otrzymując w zamian jego rodziców. Nie była to jednak wymiana zwyczajna, chodziło o wymianę .. powiedzmy, garmażeryjną. Zaprzyjaźnionej rodzinie łatwiej było zjeść staruszków sąsiada, niż zjeść swoich rodziców. Tym samym kierował się zaprzyjaźniony sąsiad. Była to najbardziej drażliwa forma kanibalizmu, przynajmniej w rozumieniu europejskich podróżników. Miejscowi jednak, ze staruszkami włącznie, uważali to za rzecz oczywistą, takie były prawidła kulturowego kręgu. A kanibalizm był czymś oczywistym w wielu regionach Afryki, no i nie tylko Afryki. Może tylko w Afryce i Oceanii przetrwał najdłużej. 
A trzeba zauważyć, że osady Kunabembe, były jak na afrykańska dżunglę, bardzo porządne i porównywalne np z osadami Europy wschodniej w owym czasie. 

Jednak nie wszystkich staruszków spotykał ten los. Umiano docenić wielkich wodzów i plemiennych mędrców. Ich chowano starannie wśród korzeni drzew lub w dziuplach, miejsce oznaczano trójkątną zagrodą, która upamiętniała też liczbę zabitych przez wodza wrogów przez odpowiednie oznakowanie. Grobowce tego typu spotykano jeszcze latach 20-tych dwudziestego wieku. Oczywiście chodziło o to, by doświadczeni wodzowie pomagali rodakom w walce o byt, nawet po swojej śmierci, co chyba jest podstawą wszelkiego kultu zmarłych, do dziś..

[QCB24::008]p128,133,4
No: 2193; w sieci: 25.4.2009

 
.

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter