Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok X; No 2165
Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

 

Jedno zdumienie dziennie..

 

.
 

Cała prawda o warszawskim Bazyliszku.

A było to tak:
W roku 1537, (za panowania króla Zygmunta) żył w Warszawie pewien człowiek o nazwisku Marchaeropaeus. Dziecko jego i córka sąsiada, dla zabawy, postanowili spenetrować piwnicę domu, który od trzydziestu lat był niezamieszkały. Jak tylko dzieci dotarły do końca schodów prowadzących do piwnicy, padły martwe. Kiedy nadszedł czas obiadu, zaniepokojone matki zaczęły rozpytywać, czy ktoś nie widział ich dzieci. Nigdzie ich nie było. Wtedy żona Marchaeropeusa wysłała służącą na poszukiwania. Ta wkrótce spostrzegła, że dzieci leżą u stóp piwnicznych schodów. Zaczęła je wołać aż do utraty głosu. Dzieci się nie odzywały. Pomyślała, że pewnie głęboko zasnęły. Wzięła się na odwagę i zeszła do piwnicy starając się je obudzić i natychmiast padła trupem. Jej pani, kiedy to zauważyła, oniemiała ze zdumienia. Wieść się rozniosła, zbiegli się ludzie nie wiedząc co począć. Sprawa zwróciła uwagę Radcy i Senatu. Wydali rozkaz, by ciała wyciągnąć przy pomocy bosaków. Kiedy to zrobiono, okazało się, że były spuchnięte jak bębny, miały bardzo opuchnięte języki, ciemny kolor skóry, a oczy wielkie jak połowa kurzego jajka. Na zlecenie Radcy pewien stary szambelan i lekarz królewski zwany Benedyktem przybył na miejsce tragicznego wypadku. Od razu domyślił się, że w opuszczonej piwnicy żyje najbardziej jadowity wąż i że powietrze w piwnicy zatrute jest jego trującym oddechem, bo nie miało ujścia. Widząc także, że człowiek jest za słaby by nie paść trupem wywnioskował, że to bazyliszek zamieszkał w piwnicy. 
Mędrzec zapytany co należy zrobić w tej sprawie odpowiedział, że ktoś, okryty ze wszystkich stron lusterkami,  musi zejść do piwnicy i bazyliszek natychmiast zginie jak tylko zobaczy swoje odbicie w lustrze. W tym czasie było tam dwóch skazańców oczekujących na stracenie za trzy dni, jeden Polak i jeden Ślązak. Ten ze Śląska nazywał się Jan Faurer. Zaoferowano tym przestępcom darowanie życia za zejście do piwnicy i zapolowanie na bestię. Ślązak zgodził się natychmiast. Okryto całe jego ciało skórą, unieruchomiono powieki na oczach, w jedną rękę dano mu żelazny łom z hakiem na końcu, w drugą pochodnię. Na oczach PONAD DWÓCH TYSIĘCY osób, którzy patrzyli na to bardzo podekscytowani, człowiek ten, cały w lusterkach, zeszedł do piwnicy. Przeszukał wszystkie kąty, ale żmii nie znalazł. Rzucono mu następną pochodnię. Zapytany po co mu pochodnia powiedział, że obok jest druga piwnica do której wejście zawalone jest śmieciami. Kiedy grzebał się w śmieciach, rzucił wzrokiem w bok i zauważył długo poszukiwanego zwierza leżącego w niszy w murze. Kiedy krzyknął o tym zgromadzonym ludziom. Lekarz królewski kazał mu wyciągnąć potwora z ciemnicy na światło dzienne przy pomocy żelaznego narzędzia. Zrobił to i widzieli to wszyscy. Główny medyk, jak tylko ujrzał stwora orzekł, że jest to bazyliszek. Stwór był wielkości domowego ptaka i miał wygląd indyjskiego koguta. Grzebień miał na kształt korony częściowo zabarwiony na niebiesko, grzbiet pełen był jaskrawych plan, a oczy miał jak ropucha, reszta ciała miała szarawy odcień jadowitego zwierzęcia. Ogon miał zagięty do przodu ponad resztą ciała, pod spodem był koloru żółtego, zupełnie jak ropucha.
Z danych tych można sobie wyrobić pojęcie o tym najbardziej jadowitym potworze.
Znany uczony i wielki badacz natury Sperling, który dogłębnie badał ten problem, na pytanie czy bazyliszek może zabić wzrokiem, odpowiada opierając się na autorytecie Pliniusza (księga 8, rozdz. 21), że w Afryce zachodniej istnieje źródło zwane Niger, uważane przez niektórych za początek Nilu, gdzie można znaleźć te stworzenia zabijające wzrokiem przy pomocy ostrego światła, jakie wydzielają. 

Tak przedstawia wyniki swoich badań George Caspard Kirchmayer w dziele poświęconym specjalnie Bazyliszkowi wydanym w Roku Pańskim 1691, autor wielu innych uczonych rozpraw. Skoro potwór widziany był przez DWA TYSIĄCE świadków, czy można mieć wątpliwości co do istnienia potwora? Odłóżmy na bok różne kawiarniane pogaduszki starające się zbagatelizować sprawę. Każdy może zapoznać się z przełomową pracą Kirchmayera po krótkim googlowaniu.

Powyższe wywody znajdują potwierdzenie w obecnie żyjącym w Ameryce Środkowej bazyliszku Basilicus plumifroms, zwanym także jaszczurką Jezusa Chrystusa. A to z tego względu, że wystraszona potrafi biec po powierzchni wody z prędkością 15 km na godzinę. Nie znalazłem w literaturze przedmiotu wyników badań dotyczących jej zabójczego promieniowania. Widocznie trzeba jeszcze poczekać. 

Jak widać, współczesny bazyliszek, wypisz wymaluj, przypomina Bazyliszka znanego badaczom średniowiecznym. 

ilustracja u góry: Bazyliszek ze średniowiecznych bestiariuszy.
[QEP05::039];QCB06::097]p9;[QAB00::546]p242
No: 2165; w sieci: 19.3.2009

 
.

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

  Site Meter