| |
Powitania,
pożegnania.
Wiadomo,
Maorysi witają się pocierając się nosami (hongi).
Obecnie praktykuje sie to głównie 'wśród wyższych sfer',
jak to widać na fotografii spotkania księcia Karola z
Donaldem Ripia, generałem tutejszej marynarki. Teraz
Maorysi także
wywalają też języki, co dawniej było gestem
odstraszającym a przekształciło się w gest
powitania, głownie jednak dla epatowania turystów. Opisał to już Parkinson, uczestnik
pierwszej wyprawy Cooka (1768-1771) (p.
tu). Słyszałem, że Eskimosi także
cokają
się nosami. Hindusi składają grzecznie ręce, Japończycy
ślicznie się kłaniają. Polacy całują rączki i
'padają do nóżek'. Całowanie rąk i czasem kapci
przez setki lat towarzyszyło ludzkiej obyczajowości.
Niektóre plemiona papuaskie witają się kładąc rękę
na brzuchu przybysza mówiąc 'munie, munie', co oznacza
'ja go ucałuję', na co należy odpowiedzieć
kurtuazyjnie 'zjem twoje odchody'. Kurtuazja jednak nie
wymaga spełnienia takiej gotowości. Faszyści podnoszą
zamaszyście prawą rękę, co robią jeszcze i teraz
niektórzy Polacy, jak podaje prasa. Co ciekawe,
zwolennicy ruchu Hauhau, dawno przed Niemcami witali się
też po faszystowsku.
Tu
chciałbym jednak zwrócić uwagę na niezwykle urzekający
obyczaj papuaskich Kukukukusów. Na powitanie i pożegnanie
wyciągają lewą rękę robiąc partnerowi 'kili-kili'
pod brodą. W ten sposób trzeba odpowiedzieć.
Zilustrował to ślicznie Jens Bjerre mówiąc o swoich
przygodach w Papui Nowej Gwinei. Gest przypominający
traktowanie domowych zwierzaków, ale dzikie zwierzęta
też to lubią, jak to widać na ilustracji A. J.
Pricketa witającego się z oswojoną antylopą kobus.
|
|