| |
Papierowe
ślady (footprint).
Po kilku tysiącleciach
technologicznego korzystania z zasobów naturalnych
naszego globu, nagle zaczynamy zastanawiać się, jakie to ślady zostawiamy po sobie. Tak więc mówimy
o śladach w atmosferycznej zawartości CO2,
w zasobach wodnych, w jakości powietrza (w gazetowym żargonie
jest to 'footprint'). Dodać trzeba też ślad, jaki zostawiamy
w przyrodzie w wyniku używania
papieru. A ślad to nadspodziewanie poważny i obciążający
nas samych jak i przyszłe pokolenia. Nagle
okazało się, że to co kupujemy i zużywamy, za co płacimy
pieniędzmi, wcale nie oddaje faktycznej wartości
konsumowanych dóbr. Koszta są znacznie większe,
tymczasem jednak ukryte. Spłacimy je potem, albo będą
musiały je spłacić przyszłe pokolenia, o ile to będzie
w ogóle możliwe. W przeciwnym razie
nastąpi samozatrucie. Dosłownie.
Pewna obrotna Brytyjka, Mandy Haggith, postanowiła
sprawdzić dokładnie, ile papieru przechodzi przez jej
ręce rocznie. Ułożyła to wszystko dla przekonywującej
demonstracji w imponujący stos (p. ilustr z 'Independent').

Wynik jej akcji okazał się zaskakujący. Widzimy całe
bale złożonych kartonów, 1500 egzemplarzy katalogów,
magazynów, gazet, raportów, wydruków komputerowych, dochodzi 120 rolek
papieru higienicznego i ręczników (to chyba dokupiła
dla demonstracji..), i jeszcze dwa kosze chłamu w postaci
'junk mail', mnóstwo toreb papierowych, kwitów,
biletów, kopert itp. Razem dało to około 250 kg
papieru rocznie (20 ton w czasie życia człowieka). Faktyczne zużycie drzew jest
znacznie większe - opakowania techniczne, transportowe,
biur i urzędów, administracji. Łączna wartość
papierowego śladu dla USA znacznie przekracza 350 kg
rocznie (dane sprzed kilku lat). Jako ciekawostkę
ilustrującą ddysproporcje konsumpcyjne warto podać w
tym kontekście, że np Somalijczyk zużywa rocznie 20
g!
Należy przypuszczać, że jej wyliczenia obrazują dosyć
dokładnie sytuację we wszystkich krajach
technologicznie rozwiniętych.
Dwie rzeczy wydają się tu być najistotniejsze.
Olbrzymia większość tego papierowego potopu nie służy
niczemu. A przekonanie, że papier pochodzi z lasów
uprawianych lub jest recyklowany, jest błędne. W skali
światowej aż 70 procent z 335 milionów ton papieru
pochodzi z nie uprawianych lasów i puszcz. Przy tym głównym
źródłem są lasy Kanady i Rosji (wymagające do
regeneracji aż 200 lat), oraz krajów tropikalnych
(regenerujące szybckiej). Ogołocone tereny są źródłem
CO2 i metanu, a na dodatek olbrzymie ilości gazów
cieplarnianych powstaje na wysypiskach śmieci w wyniku
rozkładu bakteryjnego. Sama produkcja papieru powoduje
olbrzymie szkody naturalne - tak zniszczony został
Bajkał, giną lasy kanadyjskie i syberyjskie. Nawet w
Anglii, gdzie od dosyć dawna kontroluje się gospodarkę
odpadami, zaledwie 42 procent papieru produkuje się z
materiału jednokrotnie recyklowanego, choć papier można
recyklować dziesięciokrotnie.
A równocześnie 75 procent materiałów drukowanych
nikt nie czyta, a reklamowy chłam (junk mail) w 99,7 %
idzie prosto na śmieci. Wiedzą o tym firmy reklamujące,
ale im te 0,3 % odbiorców i tak się opłaca!
Dane sprzed kilku lat mówią, że rocznie wycina się 4
miliardy drzew, na produkcję chłamu w samych tylko USA
pada 100 milionów drzew, a jedno niedzielne wydanie NY
Times pożera 60.000 drzew. Przy tym wszystkim zakłady
gospodarujące odpadami narzekają, że ponad 40 procent
śmietnisk publicznych zajętych jest przez papier, który
jeszcze po 25 latach jest w takim stanie, że tekst jest
czytelny. Aż 80 procent z tego, to materiał nadający
się do recyklizacji.
Co robić?
Niestety, jak dotąd nie ma rozsądnego projektu czy
planu w tej sprawie.
[QZE04::002];[QHB09::217];[QEP61::058]
No: 1969; w sieci:17.7.2008
|
|