Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok IX; No 1969

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Papierowe ślady (footprint).

Po kilku tysiącleciach technologicznego korzystania z zasobów naturalnych naszego globu, nagle zaczynamy zastanawiać się, jakie to ślady zostawiamy po sobie. Tak więc mówimy o śladach w atmosferycznej zawartości CO2, w zasobach wodnych, w jakości powietrza (w gazetowym żargonie jest to 'footprint'). Dodać trzeba też ślad, jaki zostawiamy w przyrodzie w wyniku używania papieru. A ślad to nadspodziewanie poważny i obciążający nas samych jak i przyszłe pokolenia. Nagle okazało się, że to co kupujemy i zużywamy, za co płacimy pieniędzmi, wcale nie oddaje faktycznej wartości konsumowanych dóbr. Koszta są znacznie większe, tymczasem jednak ukryte. Spłacimy je potem, albo będą musiały je spłacić przyszłe pokolenia, o ile to będzie w ogóle możliwe. W przeciwnym razie nastąpi samozatrucie. Dosłownie. 
Pewna obrotna Brytyjka, Mandy Haggith, postanowiła sprawdzić dokładnie, ile papieru przechodzi przez jej ręce rocznie. Ułożyła to wszystko dla przekonywującej demonstracji  w imponujący stos (p. ilustr z 'Independent'). 


Wynik jej akcji okazał się zaskakujący. Widzimy całe bale złożonych kartonów, 1500 egzemplarzy katalogów, magazynów, gazet, raportów, wydruków komputerowych, dochodzi 120 rolek papieru higienicznego i ręczników (to chyba dokupiła dla demonstracji..), i jeszcze dwa kosze chłamu w postaci 'junk mail', mnóstwo toreb papierowych, kwitów, biletów, kopert itp. Razem dało to około 250 kg papieru rocznie (20 ton w czasie życia człowieka). Faktyczne zużycie drzew jest znacznie większe - opakowania techniczne, transportowe, biur i urzędów, administracji. Łączna wartość papierowego śladu dla USA znacznie przekracza 350 kg rocznie (dane sprzed kilku lat). Jako ciekawostkę ilustrującą ddysproporcje konsumpcyjne warto podać w tym kontekście, że np Somalijczyk zużywa rocznie 20 g!
Należy przypuszczać, że jej wyliczenia obrazują dosyć dokładnie sytuację we wszystkich krajach technologicznie rozwiniętych. 
Dwie rzeczy wydają się tu być najistotniejsze. Olbrzymia większość tego papierowego potopu nie służy niczemu. A przekonanie, że papier pochodzi z lasów uprawianych lub jest recyklowany, jest błędne. W skali światowej aż 70 procent z 335 milionów ton papieru pochodzi z nie uprawianych lasów i puszcz. Przy tym głównym źródłem są lasy Kanady i Rosji (wymagające do regeneracji aż 200 lat), oraz krajów tropikalnych (regenerujące szybckiej). Ogołocone tereny są źródłem CO2 i metanu, a na dodatek olbrzymie ilości gazów cieplarnianych powstaje na wysypiskach śmieci w wyniku rozkładu bakteryjnego. Sama produkcja papieru powoduje olbrzymie szkody naturalne - tak zniszczony został Bajkał, giną lasy kanadyjskie i syberyjskie. Nawet w Anglii, gdzie od dosyć dawna kontroluje się gospodarkę odpadami, zaledwie 42 procent papieru produkuje się z materiału jednokrotnie recyklowanego, choć papier można recyklować dziesięciokrotnie. 
A równocześnie 75 procent materiałów drukowanych nikt nie czyta, a reklamowy chłam (junk mail) w 99,7 % idzie prosto na śmieci. Wiedzą o tym firmy reklamujące, ale im te 0,3 % odbiorców i tak się opłaca!
 
Dane sprzed kilku lat mówią, że rocznie wycina się 4 miliardy drzew, na produkcję chłamu w samych tylko USA pada 100 milionów drzew, a jedno niedzielne wydanie NY Times pożera 60.000 drzew. Przy tym wszystkim zakłady gospodarujące odpadami narzekają, że ponad 40 procent śmietnisk publicznych zajętych jest przez papier, który jeszcze po 25 latach jest w takim stanie, że tekst jest czytelny. Aż 80 procent z tego, to materiał nadający się do recyklizacji. 
Co robić?
Niestety, jak dotąd nie ma rozsądnego projektu czy planu w tej sprawie. 

[QZE04::002];[QHB09::217];[QEP61::058]
No: 1969; w sieci:17.7.2008

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

v.85

  Site Meter