| |
Nasiona
z londyńskiego więzienia.
Do poprzednio omawianej długowieczności
nasion warto dorzucić niezwykle losy nasion
znalezionych w aktach słynnej fortecy londyńskiej
London Tower. W bogatej historii forteca ta była pałacem
królewskim, politycznym więzieniem i miejscem
egzekucji, arsenałem, wreszcie mennicą i muzeum. W
aktach London Tower znaleziono dziennik należący do
holenderskiego kupca, niejakiego Jana Teerlink. Podróżował
on z Chin i Jawy zajmując się importem jedwabiu i
herbaty. W drodze powrotnej, w roku 1803, statek jego Henriette
zatrzymał się w porcie na Przylądku Dobrej Nadziei,
obecnie RSA. Tam Teerlink
zdobył w jakiś sposób kilkadziesiąt nasion 32 gatunków
miejscowych roślin, schował je w małych paczuszkach w
swoim pięknym, oprawionym w czerwoną skórę ze złoceniami,
notatniku. Pruski statek Henriette, w drodze do
Europy
wpadł w ręce marynarki brytyjskiej i wylądował w
Londynie. Były to niespokojne czasy, w Anglii panował
szalejący król Jerzy III, kraj prowadził wojnę z Rewolucyjną
Francja i aliantami. Tak więc notatnik, pewnie z jego właścicielem,
znalazł się w brytyjskim więzieniu. Przeleżał tam wraz z
nasionami w archiwach London Tower i dopiero
kilkanaście lat temu nasiona znalazły się w
kontrolowanych warunkach Banku Nasion należącego do
Kew Garden (Millenium Seed Bank). Bardzo się tym
zbiorem zainteresowali uczeni Kew Garden, i choć bez jakiejś
nadziei, postanowili popróbować ożywić liczące sobie ponad dwa wieki nasiona.
Zabrali się do tego pomysłowo. Wiedząc, że nasiona
pochodzą z Kraju Przylądkowego, postanowili próbę
kiełkowania nasion przeprowadzić w warunkach symulujących ich
oryginalne środowisko biologiczne. Wiadomo, że rośliny
tam narażone są na regularne pożary, i tak w jak w
Australii, są do tego specjalnie przystosowane. Sygnałem
do kiełkowania są pożary, wysoka temperatura i dym.
Takie przystosowanie pozwala na odtworzenie flory po dewastujących
żywiołach. Kiełkowanie bez oczekiwania na
pożar niczego by nie dawało, bo młode sadzonki nie
miałyby szans w konkurencji z rozrosłymi i zacieniającymi
drzewami. Postanowiono więc
podszczypać nieco nasionka, by zwiększyć penetrowalność
osłon nasiennych, a także 'dać im do zrozumienia', że
właśnie skończył się pożar. W tym celu przez wodę,
którą nasiona podlewano, przepuszczano przez perkolację
dym z płonących roślin.
Wbrew oczekiwaniom rośliny dały się podejść. Najwyraźniej
poczuły, że akurat pożar minął i warto życie zacząć
od nowa.
I tak nasiona trzech gatunków południowoafrykańskich
wykiełkowały z dobrą zapowiedzią, że wyrosną z
nich zdrowe rośliny.
Z 25 nasion Liparia villosa (endemit z Przylądka Dobrej
Nadziei z rodz. strączkowych) wykiełkowało 16 nasion
i dwa lata temu były to już dorodne maluchy. Jedno z
8 nasion Leucospermum (rodz Proteaceae) także wykiełkowało.
Z dwóch akacji (niezidentyfikowany gatunek), jedno także
dało aż półmetrową roślinę. Na dokładną
identyfikację trzeba będzie poczekać parę lat, aż
roślina zakwitnie.
| Liparia
villosa |
Acacia
sp. |
Leucospermum
sp. |
Na wszelki wypadek oznaczono wiek
nasion metodą radiowęgla. Analiza potwierdziła, że
nasiona liczą sobie 200 lat.
W pamiętnikach amatorów podróży XVII w. do
egzotycznych krajów, np do Egiptu, wspomina się,
jak to ówcześni turyści kupowali nasiona wyjęte z
grobów faraonów. Oczywiście to był chwyt komercyjny.
Warto jednak zauważyć, że w badaniach tego typu 'pomyślunek'
jest ważny. Zwyczajne kiełkowanie na wzór stosowany w
nasiennictwie, bez dymu, pewnie niczego by nie dało..
[QZE04::004];[QEP61::009],Kew;EB
No: 1967; w sieci:14.7.2008
|
|