Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok IX; No 1947

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie..

 

Co robi kosmonauta, kiedy musi iść 'na stronę'.

Bywają z tym kłopoty. Wychodki w kosmosie są, jak dotąd, rzadkością, a pierwsi kosmonauci w ogóle nie mieli na co liczyć. 
Kiedy to pierwszy Amerykanin wybrał się w kosmos (5.5.1961), był to Alan B. Shepard Jr, zdarzył się nawet pewien niemiły, choć w swoim rodzaju pocieszny wypadek związany z wychodkiem, a właściwie z brakiem takiego. Statek Freedom 7 wyniesiony rakietą Mercury-Redstone 3 nie miał żadnych urządzeń tego typu. Nikomu do głowy nie przyszło, żeby zachodziła potrzeba takiego udogodnienia, lot miał trwać tylko 15 min, więc rzecz zlekceważono. Kilkanaście minut przed startem zauważono, że obwody elektryczne nie są w porządku i na ponad dwie godziny wstrzymano start. W tym jednak  czasie pewnie, ze zdenerwowania i napięcia nerwowego, astronaucie się zachciało. Zawiadomił zespół kierujący operacją że musi siusiać. O wyjściu nie było mowy. Nastąpiła konsternacja. Astronauta oblepiony był czujnikami elektrycznymi, zachodziła obawa zwarcia i awarii. Nie było innej rady. Trzeba było zasilanie wyłączyć i pozwolić astronaucie wysiusiać się w kombinezon. Kiedy ciepły płyn został pochłonięty przez ubranie, czujniki z powrotem włączono, ale i tak szalały. Potem był jeszcze mały problem z komputerem. Start nastąpił z ponad trzygodzinnym opóźnieniem. 
Pierwszy Amerykanin pojawił się w kosmosie, jak planowano,  w wyniku całkiem udanego eksperymentu, choć z opóźnieniem i w niezbyt eleganckim ubranku. Nie było się czym martwić. Kosmos był jeszcze nie zaludniony i żadnych wizyt nie należało oczekiwać...
Następni kosmonauci zaopatrzeni byli najpierw w obszerne pieluszki, a potem skonstruowano zestaw dla odbioru także stałych produktów metabolizmu, z tym, że po wypróżnieniu się, trzeba było przesuwać tę rzecz na koniec plastikowego pojemnika ręcznie. Tu zdarzył się kiedyś prześmieszny, choć niebezpieczny przypadek. Kosmonauta stracił kontrolę nad sprawą i zaczął się taniec odchodów po kabinie w stanie nieważkości, a wszystko na oczach tysięcy, czy milionów telewidzów. Trzeba było wyłączyć wizję na całe piętnaście minut, by zaoszczędzić wrażliwym widzom nieskromnych scen pogoni za brązowymi glutkami. 
Zupełnie inaczej sprawy się mają obecnie. (p. nast.)

[QZE03::088];[QEP60::195];ART40015r9
No: 1947; w sieci:15.6.2008

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

  Site Meter