| |
Jak
jemy szarańczę.
Nalot
szarańczy bywa tragiczny w skutkach - znika wszystko co
jest zjadalne. Ale w krajach o niedosycie białkowym
szarańcza może być ważnym, choć nieregularnym źródłem
cennego pokarmu.
Zbieramy owady ręcznie lub przy pomocy łopatki, jeśli
zalegają grubszą warstwą, i wrzucamy do worka. Po
powrocie do domu lub obozowiska wrzucamy jeszcze żywe
owady na żarzące się głownie, w domu można na
rozpaloną płytkę kuchenną.
Kiedy stworzonka są upieczone, obrywamy im długie
kolczaste odnóża i resztki niedopalonych skrzydeł. Teraz należy
zgrabnie urwać owadowi głowę tak, by wraz z nią wyciągnięte
zostały wnętrzności, które psują smak. Tak robią saharyjscy
Tuaregowie. Chrupiemy smakowity tułów,
podobnie jak małe krewetki. Szarańcza zresztą bywa
nazywana krewetkami z nieba. Bywa też
podawana w miseczkach. Można
upieczoną szarańczę zmielić na proszek. Po dodaniu
wody lub mleka otrzymujemy pożywną zupę
'instant'. W niektórych krajach szarańczę
przygotowuje się w oleju, nawet zamyka w puszki. Jest
wtedy doskonałą przekąską. Smak pieczonej szarańczy opisywany jest różnie
przez różnych smakoszy. Jedni porównują go do orzechów
laskowych,
inni do krewetek, inni do trawy, wreszcie niektórzy uważają,
że to
świństwo. A niesłusznie. Gdyby szarańcza weszła na
stoły krajów zasobnych, gdyby mogła być przedmiotem
eksportu z biednych krajów tropikalnych, pewnie by
straciła ponurą nazwę plagi. Można też
upieczoną szarańczę zmielić na proszek. Po
zmieszaniu z wodą lub mlekiem otrzymujemy pożywną zupę
'instant'. W niektórych karajach szarańczę
przygotowuje się w oleju, nawet zamyka w puszki. Jest
wtedy doskonałym przekąską.
[QEP03::085];[QAB08::202]p107;ART32031-A2,L5,L6
No: 1942; w sieci:9.6.2008
|
|