Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok IX; No 1927

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 


Plucie po amerykańsku.

 

 

Karol Dickens (1812 - 1870), pisarz płodny i bardzo popularny zarówno w Wielkiej Brytanii jak i Stanach Zjednoczonych, podróżował po Ameryce w roku 1842 na zaproszenie swoich amerykańskich wielbicieli. Bardzo pozytywnie ocenił wiele aspektów życia w Ameryce, wysoko ocenił szkoły, więziennictwo, ale znalazł też rzeczy obrzydliwe jak niewolnictwo i ... powszechny obyczaj żucia tytoniu i plucia we wszystkich możliwych miejscach i okolicznościach. Oto jego spostrzeżenia na ten temat:

"Ten plugawy zwyczaj przyjął się we wszystkich miejscach publicznych w Ameryce. W sądach sędzia dostaje osobną spluwaczkę dla siebie, woźny dla siebie, świadek dla siebie, a więzień dla siebie. Nie zapomniano jednocześnie o członkach sądu i o publiczności, wielkiej liczbie ludzi, którzy, prawem natury, muszą pragnąć spluwać nieustannie. W szpitalach napisy na ścianach proszą studentów medycyny o wydalanie soku tytoniowego do specjalnych skrzynek i o nieplamienie nim schodów. W gmachach publicznych administracja, uciekając się do tego samego sposobu, zaklina interesantów, aby strzykali wydzielinę swych zwitków prasowanego tytoniu, czyli „prymek", jak je tu nazywają panowie znawcy owego przysmaku, do państwowych spluwaczek zamiast na podstawy marmurowych kolumn. ...  Sam ten zwyczaj jest szczytem plugastwa. .... Senat to grono pełne godności i przyzwoitości, a procedura jego posiedzeń jest nacechowana wielką powagą i ładem. Obie izby wysłane są pięknymi dywanami. Ale stan, do jakiego dochodzą te dywany dzięki powszechnemu pomijaniu spluwaczki, przydzielonej każdemu z szanownych członków tych zgromadzeń, tudzież niezwykłe udoskonalenia ich deseni, nastrzykane i nabryzgane we wszystkich kierunkach — nie nadają się wprost do opisania. Nadmienię tylko, że zalecam usilnie wszystkim cudzoziemcom, aby nie spoglądali na podłogę. A jeżeli im się zdarzy coś upuścić, choćby to była nawet portmonetka, niech nie podnoszą jej pod żadnym pozorem bez rękawiczki.
Nasuwa się również pytanie, przynajmniej na początku, dla-czego widujemy tylu czcigodnych członków parlamentu ze spuchniętą twarzą. Nie mniej zaś ciekawe jest odkrycie, że taki wygląd należy przypisać ilości tytoniu, jaką sobie zdołali we-pchnąć pod policzek. Bywa też dość dziwny widok jakiegoś czci-godnego dostojnika, odchylonego wstecz w fotelu, z nogami opartymi na stojącym przed nim pulpicie, jak przykrawa odpowiednią „prymkę" scyzorykiem, a gdy już jest całkiem gotowa, jak strzela z ust starą „prymką", niby z pukawki, i wpycha na jej miejsce nową."

Na szczęście obyczaj ten, po kilkunastu latach, w znacznym stopniu został opanowany. Konstanty Buszczyński, polski podróżnik przebywający w Ameryce w roku 1912 zauważył, że wprowadzono wysokie kary za plucie w miejscach publicznych. Na prowincji wynosiły one 5 $, w Nowym Jorku zaś karano  "grzywną 100 dolarów, lub miesięcznym więzieniem, albo też jednym i drugim razem". Wygląda, że rzecz została opanowana..

[QZE03::070];[QAB06::284]p127,138;[QAB06::149]p41
No: 1927; w sieci: 12.2.2008

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

v.85

  Site Meter