| |
Coś z kuchni tatarskiej.
Znużeni
już jesteśmy sznyclami, kotletami, a nawet może
golonką, warto obejrzeć się za czymś nowym, a przy okazji
tanim. Oto sznycel po tatarsku.
Wybieramy równy płat mięsa, możliwie bez żył,
niezbyt tłusty, ok. 1 cm grubości. Może być wołowina,
cielęcina, skopowina, wielbłądzina (?), nie powinno
to być
mięso wieprzowe ze względu na szacunek dla Tatarów,
którzy nie jedli wieprzowiny.
Dawniej dzielono mięso bezpośrednio po uboju wraz ze
skórą. Teraz nie ma w handlu takich porcji. Podkładamy
więc mięso jakie jest pod siodło, pod czaprak, i
udajemy się na dłuższą przejażdżkę konną. Dobrze
jest można sobie
nieco pohasać. Po kilku godzinach mięso jest gotowe.
Jemy na surowo doprawiając solą i pieprzem do
smaku.
Wydaje mi się jednak, że ta procedura może być w
naszych czasach nieco
uciążliwa, szczególnie dla mieszczuchów. Pomyślałem
sobie, że te same procesy jakie zachodzą w czasie
maglowania mięsa pod siodłem, powinny zachodzić na
siedzeniu samochodu, szczególnie na złych drogach, a
także, nieco mniejsze płaty powinny udawać się na siodełkach
rowerowych.
Łączymy więc rozkosze podniebienia z pewnym wysiłkiem
i kontaktem z naturą.
[QZE03::062];[QAB06::018]p22];[QAB08::197]p222
No: 1923; w sieci:7.2.2008
|
|