|
Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok IX; No 1899 |
|
Jedno zdumienie dziennie... |
||
|
O okrutnym żarcie z bocianimi jajami i bocianiej solidarności. Wielki podróżnik turecki Ewelija Czelebi, który na początku siedemnastego wieku zwiedził wiele krajów Bliskiego Wschodu, Afryki i południowej Europy taki opis daje ptasiej awantury, która miała miejsce w Sofii. "Na ołowianym dachu pewnej
świątyni sofijskiej, co się Czelebi Dżamii zowie, a
naprzeciw pałacu paszyńskiego stoi, para bocianów
gniazdo sobie uwiła i złożyła w nim jaja. Hultaj
niesławny imieniem Tabakogłu wszedł na meczet, jaja
bocianie zabrał, a na ich miejsce podłożył gawronie,
więc gdy godzina i chwila stosowna nadeszła, dwa
malutkie gawrony się z nich wykluły. (...)
Bocian-ojciec wrócił z łowów i patrzy, a tu w jego
bocianim gnieździe dwa małe gawronki się rozsiadły!
Obił bocian-ojciec matkę-bocianicę dziobem
porządnie, w górę się poderwał, zaczem z krzykiem i
lamentem latać i krążyć nad całym miastem Sofią i
okolicą jego zaczął. Tysiące bocianów, klekotaniem
jego zwabione, nadleciały nad meczet Czelebiego i na
jego kopułach się usadowiły. Ptaków tych na kopułach
i na dachu całym było tak wiele, że ołowiu, który
meczet pokrywa, spod nich nie było widać. Bociany, w
takim mnóstwie tam zgromadzone, wszystkie po kolei
przylatywały po jednym nad gniazdo owej pary bocianiej,
a ujrzawszy owe gawronie podrzutki, odlatywały znów na
kopuły z klekotaniem takim, że wyglądało ono na
jęki i słowa rozpaczy w ich osobliwym języku, tak iż
ludziom, którzy świadkami tej ich rozpaczy byli, ze
współczucia aż żółć pękała. Ale okrutny docipniś nie uszedł kary. Kiedy dowiedział się o tym miejscowy władca Melek Ahmed pasza, kazał przywołać nicponia by go ukarać. Zmitygował się jednak i orzekł: Wszechmocny Allach Wszechpotężny i Sprawiedliwy, sam łotrowi temu sprawiedliwość wymierzy i karę nań ześle. I tak też się stało. Wkrótce dowcipniś wdał się w burdę, oczywiście były w to zamieszane nierządnice. Wynik był taki, że Tabakogłu został posiekany na kawałki przez janczarów, a przy okazji wygnano z miasta wszystkie nierządnice. Allach tak chciał. Ale ta historia już nie dotyczy bocianów. Cytat z: Ewelija Czelebi; Księga podroży Eweliji Czelebiego; KiW, Warszawa, 1969 [QZE03::050][QAB08::197]p111-3;ART38-016-32
|
witrynę prowadzi |