| |
O zachowaniu się
przy królewskim stole w Wilanowie.
Zbliża
się okres świąt, okres spotkań towarzyskich, przyjęć
i przyjątek.
Oto jak rzeczy się miały w Wilanowie za czasów, kiedy
rządziła tam królowa Marysieńka i wiedeński
bohater, król Jan III Sobieski. Tak opowiada o tym
Muszyńska-Hoffmanowa ustami madamoiselle Marie Latreux,
wiernej totumfackiej królowej Marysieńki:
"... według jej (królowej) dezyderatu blat
stołu (na dwadzieścia cztery persony) przykrywa biały
holenderski obrus, a brzegi stołu okładane są
ręcznikami z frędzlami gęsto złotem błyszczącymi.
W one biesiadnicy wycierają po jedzeniu utytłane w
tłustościach palce. Królową gniewało zawsze, że
goście niby z roztargnienia, wcale zaś nie zachęcani
zabierali prawem kaduka złociste i wielkiej ceny
ręczniki do swoich domowych pieleszy. Comme
souyenir. Jak trzeba
było z kredensu wydawać nowe tuziny, aż trzewiczkami
na mułłach tupała o pawimenty.
Tak mi było żal biedactwa, że sprytnie umyśliłam sposobik
na roztargnionych gości.
Po prostu kazałam mocno ćwieczkami przybić ręczniki
do boków stołu. Et voila
— poskutkowało...
....
Tyle starań, a za godzinę, dwie, kunsztowna dekoracja
stołowa zamieni się w pobojowisko, a sosy, polewki a
wina splamią niby krew biel obrusa i jeszcze na dodatek
kapać będą na woskowane pawimenty. Ja
bo bardzo świetnie czuję się w nowej ojczyźnie,
tylko ciągle z rubasznością manier ichmościów
Polaków się nie oswoiłam,
przeciwnie, permanentnie z gminnością na bakier
jestem. Kiedy królowa jejmość po skończonej uczcie
każe służbie roznosić czarki z wodą różaną —
oni zamiast usta przepłukać... popijają i oczywista
krzywiąc się jak po occie
siedmiu złodziejów protestują: — Mdłe wino,
najjaśniejsza pani. Gdy zaś zoczą srebrne plwalniczki
na pawimencie, dworzan
nawołują, by precz zabrali naczyńka, boć
nieszczęście gotowe. I po dawnemu spluwają po
kątach...
W kominie też kredą zapisać, aby biesiada odbyła
się bez bitki i do oczów skakania... Bodaj
onegdaj podkomorzyc wileński
imć Dąbrowski dyskursująć ciekawie ze
starszym rotmistrzem dragonów imć
Lamarem chciał przygadać
dosadnie, a nie znalazł słusznej riposty. Przeto dał
na odlew w gębę pięścią rotmistrzowi, a ten nie
pozostał swemu rozmówcy dłużny. Zaczym
porwali się do szabel. W sali jadalnej, w przytomności
króla, królowej, paniątek i marszałka dworu. Biedna
królowa. Z płaczem salwowała się do swej komnatki
sypialnej, ale i tam
dotarli cierpliwi adwersarze, tłukąc się
zapamiętale. Dopiero straże ich do opamiętania
przywiodły...
Król Jan, rozeźlony despektem królowej
zadanym, natychmiast zarządził odpowiednią
inkwizycję. Wówczas wyszło na jaw, iż obydwaj jak
bele spici byli. Jeszcze dodam, że przez calutki
czas pojedynku (tego na kułaki i szable) marszałek
dworu, zamiast jednaczem
być, pałaszował z wielkim gustem wety. Czego chcieć,
bywało wszak, gdy odpowiednia fantazja marszałka
naszła, potrafił także laską marszałkowską
okładać biesiadników. W upłynionym miesiącu sama
widziałam, jak marszałek (pełnił tę funkcję
zaszczytną wojewoda bełski Sieniawski)
przegadał się z hetmanem Stanisławom Jabłonowskim.
Poszło o dworzanina hetmańskiego, który miał
nieszczęście nie podobać się wojewodzie. Aliści
wszyscy w Wilanowie awizowali,
iż powodem był najstarszy syn hetmański, Jan
Stanisław, który ponoć pokładał się z piękną
wojewodziną. Pan Sieniawski
był raczej flegmatykiem,
ale zadraśnięty na honorze popadał w cholerę i naonczas
biada... Rozsierdzony tedy
chwycił za laskę marszałkowską i wyrżnął nią w
łeb dworzanina hetmańskiego. Gdy hetman
zaprotestował, taż
samą laską poprawił i hetmana... Zaczym zasiadł z
powrotem i bardzo grzecznie poprosił jejmość królową
o repetę słodziutkiej trzęsionki."
cytat z:
Hanna Muszynska-Hoffmannowa (1970);
Panie na Wilanowie; Pax, Warszawa, str.38
... a tak to wyglądały uczty w tym czasie
w hiszpańskiej Holandii..
ale w Polsce nie połykano całych śledzi, co
praktykuje się jeszcze w Holandii.

Jacob Jordaens (1593 - 1678) - Król pije".
[QZE03::039];[QAB05::540]p38;RCP05071-03-249
No: 1892; w sieci: 28.12.2007
|
|