Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1890 
Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco  

 

Wigilia 1939 r. w Kozielsku.

Ksiądz Zdzisław Peszkowski tak opisuje swoje przeżycia związane z wigilią roku 1939, kiedy to przebywał jako jeniec w Kozielsku: 

"Msza święta odprawiała się w największej tajemnicy w jednym bloku, ze strażami na zewnątrz budynku. Kielichem była szklaneczka, pateną spodeczek. Hostia z mąki podkradzionej z kuchni. Z winem to dłuższa historia, bo kilka garści rodzynek otrzymałem za spodnie, które spodobały się bojcowi. Z tych rodzynek było wino. Jak to zrobiono, nie wiem — moim zadaniem było zdobyć rodzynki. Z mąką również nie było najłatwiej, ale miałem też związane z tym duże przeżycie. Otóż po godzinie ciszy nocnej, kiedy już nie było wolno opuszczać baraku (groziło zastrzelenie, aresztowanie), poszedłem do kuchni, która była położona pośrodku naszego skitu. Walę w drzwi. Otwiera zdumiony Wańka (tak nazywaliśmy naszego kucharza) i pyta, czy ja zwariowałem, co mnie przyniosło do kuchni. Mówię, że mój kolega jest chory, potrzebuję gorącej wody -„kipiatku" - i trochę mąki. Grzecznie się odezwał, czego zwykle nie czyniono, i powiedział: „Przyjdź za pół godziny, przygotuję coś dla twego towarzysza." Wróciłem, a on rzeczywiście „coś" przygotował - to znaczy napełnił manierkę „kipiatkiem" i dał mi zawiniątko- bliny smażone. Ale nie dał mi mąki, więc mówię: „Daj mi mąkę." - „A po co?" — „Chcę zrobić opłatki." Powiedziałem to po polsku, bo nie wiedziałem, jak jest po rosyjsku opłatek. Oczy mu się jakby zaświeciły, zatrzymał się przez chwilę, po czym bez słowa przyniósł mąkę. Potem wyszedł ze mną na dwór i prosił, żebyśmy usiedli na schodach. Patrzyliśmy przed siebie, był już śnieg i panowała cisza, którą tylko śnieg dać może. Zapytał po rosyjsku: „Ty Polak?" Odpowiedziałem: „A kim, myślisz, mogę być? Tylko Polakiem." Chwilę milczał. Twarz mu znieruchomiała, patrzył przed siebie i spokojnym głosem, z kresowym cudnym zaciąganiem, zaczął mówić po polsku: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie", a następnie: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna...", dalej:
„Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego..." i skończył: „Matko Boska Częstochowska, Królowo Polski, módl się za nami." Ocknął się i dodał po rosyjsku: „Już idź"; powiedział jeszcze: „To jest tylko nasza tajemnica - rozumiesz." Szybko odszedł, trzasnął drzwiami za sobą i zaklął siarczyście. Musiała być Chrystusowi miła la mąka, ta hostia, ten opłatek, który dźwiękiem słowa dotknął najgłębszej struny duszy, czegoś jedynego w osobowości Wańki - Jasia. Po delikatnych badaniach odkryłem potem, że Jan pochodził spod Bobrujska, z zaścianka szlacheckiego, z okolic, gdzie przecież został utworzony mój Pułk Ułanów Krechowieckich. Wańka dał mi jeszcze raz mąkę. Po Nowym Roku już go nie spotkałem. Zniknął, nikt go nie widział. Dokąd go wysiedlono-nie wiem, pewnie do wojska. Taka była historia mąki na hostię do kilku Mszy świętych i na opłatek wigilijny."
Wiadomo co potem stało się prawie ze wszystkimi wieźniami z Kozielska..

cytat z:
Ks. Zdzisław Peszkowski; Wspomnienia jeńca z Kozielska
Wrocław 1992; wyd.III, Fundacja Centrum J. Paderewskiego

[QZE03::040];[QVA00::789]p17
No: 1890; w sieci: 24.12.2007

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

v.85

  Site Meter