| |
Podróże
naszej żywności
(żywnościokilometry)
Wyliczono, że żywność
zaspakajająca potrzeby dwóch osób w przeciągu
tygodnia, 29 różnych artykułów, tyle ile średnio
przywozimy do domu po tygodniowych zakupach, ma za sobą
70.000 km podróży. Dotyczy to Australii, która żywnościowo
jest dosyć niezależna, ale sprowadza produkty takie
jak herbata, czekolada, duńskie kiełbasy 'luksusowe',
itp. Wartości te nie powinny być wiele różne
dla europejskich krajów jak Anglia, Niemcy, czy Polska,
gdzie wiele produktów spożywczych sprowadza się z
dalekich krajów jak Chiny, Ameryka Łacińska, północna
Afryka, Karaiby, a także Australia i Nowa Zelandia. Można by sądzić,
że te sprawy powinny być uregulowane i automatycznie
zoptymizowane przez rynkowe ceny.
Jednak sprawa nie jest tak prosta. Biorąc pod uwagę
klimatyczną przyszłość nie można pominąć
ekologicznych skutków produkcji i transportu żywności.
Tak więc ceny i 'żywnościo-kilometry' to tylko pierwsza
przymiarka oceny zagadnienia.
|

|

|
I to nie wszystko. Od kilku,
kilkunastu lat światem rządzi zmora dwutlenku węgla.
Ten niewinny gaz, od którego zależy całe współczesne
życie, jest niezbędny, ale w granicach przyzwoitości.
Rosnące stężenie CO2 w powietrzu oznacza wzrost
temperatury, topnienie lodów, powodzie, wreszcie zanik
całych połaci lądu w różnych krajach, a nawet
upadek niektórych wyspiarskich państewek.
Co ma transport środków spożywczych do topnienia lodowców?
Otóż ma.
Każda działalność ludzka wymaga energii,
mechanicznej, elektrycznej, chemicznej, i jakiej tam
jeszcze. A to we współczesnej technologii oznacza
produkcję i wyzwalanie do atmosfery dwutlenku węgla.
Jak dotąd ceny produktów rolnych (jak i wszystkich
produktów) wyrażają wartość produktu z punktu
widzenia konsumenta, pokrywają koszta produkcji, pośrednictwa
i transportu. Nie uwzględniają w żaden sposób tych
ubocznych skutków działalności gospodarczej - wydzielania do atmosfery CO2. W związku
z tym stopień 'zanieczyszczania' atmosfery nie liczy się,
nie stanowi czynnika w konkurencyjności produktów i
producentów.
O wartości produktu, w szerszym tego słowa znaczeniu, stanowi nie tylko jego cena, ale
także szkody jakie powstają w procesie produkcji. I tu
trzeba brać pod uwagę cały 'cykl życiowy' produktu.
Jeśli uwzględnić ten czynnik, wyniki mogą być
zadziwiające. Baranina nowozelandzka sprzedawana w
Londynie, jeśli transportowana jest statkami, jest
'lepsza', ekologicznie korzystniejsza, bo produkowana
jest przy znacznie mniejszym wydatku energetycznym, niż
w Anglii. Tu wchodzi w rachubę 'czystsza energia'
wodna, która wraz z energią jądrową nie podnosi stężenia CO2. Owoce produkowane w Afryce, o ile nie są
transportowane lotniczo, są 'lepsze' od włoskich, bo w
Afryce nie ma mechanizacji upraw, energia pochodzi z mięśni
ludzi i zwierząt. I tak można 'przeceniać' wiele
produktów.
Kiedy za wytwarzanie CO2 trzeba będzie płacić,
wiele relacji rynkowych ulegnie radykalnej zmianie.
[QZE03::027];[QEP55::324]
No: 1871; w sieci: 27.11.2007
|
|