| |
Współczesna Wenus
i marlin.
Od tysięcy lat przedstawiano Wenus na najróżniejsze
sposoby. Ta najsławniejsza, co to stoi na muszli na
golasa i każe się na siebie gapić, naśladowana w
setkach wersji przez różnych malarzy, to już
zdecydowanie anachronizm. Nic ją świat ani przyroda
nie obchodzi no i po tak stoi?
Co innego Jules z Titirangi. Na co dzień jest
architektem wnętrz, ale każdy wolny dzień spędza na
morzu. Łowi pacyficzne ryby, których tu zatrzęsienie.
Ale najważniejsze w tym wszystkim, najbardziej
nowoczesne i uwagi godne jest to, że złowione przez nią
ryby nie idą do garnka. Jak oto ten marlin (rodz. żaglicowate),
który może ważyć kilkaset kilogramów złowiony
został równocześnie z innym, takim samym marlinem. Każdy ważył
sobie po 120 kg. Tego samego dnia złowiła trzeciego.
Wszystkie zostały oznakowane (obrączkowane?) i wróciły
spokojnie do morza. Taka chyba jest przyszłość
amatorskiego rybołówstwa.
A przy okazji - marzeniem każdego Nowozelandczyka i
Nowozelandki jest mieć mały, drewniany, osobny domek i
łódź, łódkę, jacht, czy coś w tego rodzaju, w miarę
możliwości i aspiracji. Oczywiście samochód każdy musi mieć
od pierwszych klas szkoły średniej, bo tez tego ani
rusz. Wprawdzie uczniowie są do szkoły dowożeni
autobusami, ale na inne eskapady nie można sobie tu
pozwolić. Praktycznie transportu publicznego tu jeszcze
nie wymyślono (przesadzam nieco...).
ill. Western Leader,
NZ
[QZE03::010];RCP05025-Bec-097
No 1845; w sieci 25.10.2007
|
|