Seria poetycka; Polish poetry (English translations) ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1825

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

.
Jerzy Putrament

(1910 - 1986)

Przejście czołgów 

Na niebie ktoś jak kwiaty zrywa grabów pęki.

Wypadły z lasu chmurą, w huku rosły,
zadygotały głazy dróg, jęknęły, pękły,
a te przed siebie w bieg, jak piorun prosty.

Którędy pęd ich przejdzie, co zostanie - 

I oto bure bryły, ryje, grube garby,
niezgrabny podryg w górę, grom, ochrypłe granie,
żelaznych warg po ziemi rumor twardy.

Rozwarte gardła armat, ryży żar i wybuch.

Dopadły oniemiałej wsi, porwały, zżarły,
z drzew drzazgi, chaty w proch obuchem trybów.

Tam jeszcze biel i zieleń, tutaj orkan czarny.

I już huraganową dzień odwrócił kartę,
tylko tyłu motocykl, szakal, szosą załkał.

Na drodze leży dziecko, oczy półotwarte,
w rączce lalka.

A passage of tanks

The sky holds drifting hornbeam buds, like flowers picked.

Their cloud roared from the wood, in uproar swelled,
road paving-stones quake, shudder, groan, and crack.
And they like thunder-bolts rush at full pelt.

Which way their rush, what will they leave behind?

Come grizzly hulks, hard snouts, humps, grotesque girth,
an awkward upward spring, a loud harsh whine,
hard rumble of steel lips upon dry dirt,

The gaping throats of guns, red heat and blast.
They fall on dumbstruck village, rape, devour,
doors splinter, huts by iron treads turn dust.

There, still all green and white, here black storm scours. 

Then the tornado’s passed. Behind them, loping,
a motorcycle jackal, coughing, sobbing.

A child lies on the roadway, eyes half-open,
hand holds a dolly.  

tłumaczył/translated by:  

 

Marcel Weyland (Sydney)
mpweyland@ozemail.com.au

[QZM02::059]; No 1825; 30.9.2007


 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

v.86

  Site Meter