Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1803

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...
 

 
 

Wrześniowe polowanie. 

Dla wielu Polaków którzy przeżyli wojnę, najbardziej wstrząsające wspomnienia - to niemieckie samoloty polujące na uciekinierów zmierzających na wschód, w stronę Warszawy, w nadziei, że chyba tam Niemcy nie dojdą..
Uciekali na wszelkie możliwe sposoby, na piechotę z węzełkiem w ręku lub w wózku dziecinnym, rowerami, wozami prosto z pola, furmankami, czym tylko się dało. A nad nimi, od czasu do czasu pojawiały się niemieckie samoloty, z których tak, dla frajdy, polowano na ludzi. Oczywiście ludziska uciekali z drogi, chowali się w kartofliskach, w rowach, dobrze, jeśli był jakiś zagajnik. Potem wracali na drogę, zbierali rannych, a trupy umieszczano po prostu w rowie, przy drodze, żeby inni nie rozdeptali..
Dla spokojnych rolników, mieszczuchów, a nawet dla starych wojaków którzy się wiele prochu nawąchali w pierwszej wojnie, był to szok nie do zapomnienia. Potem łapanki, nawet egzekucje, nie były już tak straszne.
Równie szokujące były naloty na pociągi. Maszyniści mieli polecenie zatrzymywać się w czasie nalotu. Ale nie zawsze zdążyli, jak poniżej.  

Ale o innej, równie szokującej sprawie chciałbym tu powiedzieć. W ćwierć wieku po wojnie zostałem zaproszony na kolację do domu pewnego, szanowanego bardzo biologa. Na kolacji była też grupa naukowców japońskich. Rozległy dom w pięknej osadzie podalpejskiej rozbrzmiewał wesołymi głosami gości, po kilku drinkach atmosfera stała się prawie rodzinna, co wydawać się mogło dziwne, biorąc pod uwagę mieszankę japońsko-niemiecką z przydatkiem Polaka. Przyszła pora na wspominki, Japończycy mówili nieśmiało o długiej podróży, aż gospodarz się rozgadał. Opowiedział zabawną historię, jak to w czasie wojny, we wrześniu 1939 był lotnikiem i zaraz drugiego września, mając pełną swobodę na polskim niebie ... zajmował się polowaniem na uciekinierów. Było to dla niego olbrzymim przeżyciem z dreszczykiem prawdziwego myśliwego. Nie mogłem uwierzyć jego słowom. 
Potem już nigdy nie zajrzałem do jego publikacji. Okazałem w ten sposób niedopuszczalny brak naukowej obiektywności...

 [QZE02::074];[QAB01823]p17
No 1804; 1.9.2007

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

v.85

  Site Meter