Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1794

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

Jedno zdumienie dziennie...

 
 

 

 

Królicza telepatia na usługach radzieckiej floty podwodnej.

Działo się to w latach 1960tych, 1970tych, kiedy na wielu uniwersytetach prowadzono badania nad telepatią, percepcją pozasmysłową, kwitła parapsychologia, a równocześnie zimna wojna stwarzała potrzebę opracowywania coraz to lepszych sposobów wyprzedzenia przeciwnika. Szczególnie istotna była komunikacja.
W roku 1972 uczeni Instytut Medycznego w Nowosybirsku ogłosili wyniki badań, które wskazywały na istnienie zdalnego oddziaływania kultur tkankowych podobnego typu. Rozdzielone fizycznie kultury tkankowe pozostawały w kontakcie przejawiającym się m.in tym, że zatrucie jednej części kultury tkankowej powodowało wymarcie drugiej części kultury mimo braku fizycznego kontaktu. Szereg hipotez wskazywało na istnienie pewnej 'sympatii' między zbliżonymi organizmami, sugerowano istnienie rezonansu biologicznego o nieznanej naturze fizycznej, a więc telepatii. 
Uczeni radzieccy postanowili zastosować 'sympatię biologiczną' praktycznie, i to do celów militarnych. Wykryli, że w momencie zabijania królicząt, w mózgu matki wykryć można wyraźny impuls elektryczny. Równocześnie specjaliści od komunikacji podwodnej, łączności z łodziami podwodnymi, natrfiali na trudności nie do pokonania ze względu ograniczone rozprzestrzenianie się fal radiowych w środowisku morskim. Postanowiono więc wykorzystać telepatyczną łączność królicy matki z potomstwem w praktyce.
Matkę, z elektrodami wstawionymi w odpowiednie miejsca w mózgu,  pozostawiono w Instytucie Morskim, a cały świeży miot zabierano do łodzi podwodnej. Tam zabijano kolejne poszczególne króliczki, a na lądzie rejestrowano elektryczne impulsy mózgowe matki. Stwierdzono, że każde zabicie maleństwa powodowało pojawienie się wyraźnego impulsu mózgowego. Teraz już wszystko było jasne. Należało zabijać króliczki w określonych odstępach, żeby przekazywać na ląd informacje z łodzi podwoenej, choćby w postaci sygnałów Morse'a. 
Z jakichś jednak względów nie zastosowano w praktyce tej króliczanej łączności. Może pomysł nie został wykorzystany po wyliczeniu, że wiele tysięcy króliczków by trzeba zabijać, by przekazać tylko informację o miejscu pobytu łodzi, a więc statki musiały by być olbrzymimi królikarniami bez matek, a może po prostu sygnały nie były zbyt pewne. W każdym razie obecnie łączność podwodna nie polega na rejestracji impulsów w mózgach matek w momencie zabijania ich potomstwa.  

[QZE02::066];[RIO42::091]p69-70
No 1794; 21.8.2007

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

v.85

  Site Meter