Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1778

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

U fotografa sto lat temu. 

Nie było rzeczą prostą zrobić fotografię klienta a także nie było sprawą prostą dać sobie zrobić fotografię dla wieczności. Fotografowie mieli swoje pracownie najczęściej na poddaszu, dla dobrego oświetlenia. Klient wprowadzany był najpierw do gotowalni pełnej luster. Po napomadowaniu się, ułożeniu włosów, poprawieniu ubrania itp, sadzano go w jasno oświetlonej pracowni na krześle i utrwalano pozycję przy pomocy specjalnego statywu. Klient przez kilka minut musiał pozostawać w absolutnym bezruchu. Poruszenie głową czy ręką powodowało nieusuwalne błędy na fotografii i utratę cennej kliszy. 
Wyglądało to mniej więcej tak:

Ta lufa skierowana w potylicę klienta to właśnie skomplikowany statyw podtrzymujący klienta, podczas gdy sama kamera spoczywała na innym, ciężkim, trudnym do manipulowania statywie. Klient podtrzymywany był systemem śrub i trzymadeł wedle wzrostu i pozy.  Fotograf, po usadzenia klienta, chował się pod czarną zasłoną, rychtował co trza, a w tym czasie asystenci, pracujący w ciemni pokrywali płyty szklane kollodium, które w światłoszczelnej kasecie wsuwano do aparatu. Wtedy fotograf zdejmował kapturek z obiektywu i płyta była eksponowana. Praca w ciemni była bardzo przykra, w oparach eteru i alkoholu. Zwykle nie było tam wentylacji a kollodium, nośnik materiału światłoczułego rozpuszczano w łatwo parujących odczynnikach organicznych.

[QZE02::052];RCP05052-11-104
No 1778; 2.8.2007

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

v.85

  Site Meter