| |
Jak
wbijano na pal.
Kiedy
zastanawiamy się, jak wbijano na pal, co było kiedyś
dosyć częstym 'zabiegiem' także na terenach Polski
wschodniej jeszcze kilkaset lat temu,
przychodzi nam na myśl osławiony Wład Drakula, który
urósł do rangi bohatera narodowego Rumunii i ma nawet
swoje muzeum. Rzadziej myślimy o naszych w tym zakresie
zasługach. Co ciekawe, stare ilustracje pokazują
nieodmiennie lasek z upalowanymi ofiarami i siedzącego
w pobliżu Drakulę przy suto zastawionym stole pełnym
dań kanibalistycznych i koniecznie z kielichem krwi (czerwonego
wina?).
Ale czy zastanawialiśmy się, jak taki zabieg
wykonywano. Ilustracja z XVI wieku nie wyjaśnia sprawy,
jest nierealistyczna.
Rzeczowy i "fachowy" opis znajdujemy u księdza
Jędrzeja Kitowicza w jego wspaniałym "Opisie
obyczajów za panowania Augusta III". Oto opis działania
polskich komendantów i brawury siczowych hajdamaków:
"Komendanci
polscy, wielu dostali żywcem hajdamaków, żadnemu nie
pardonowali, lecz zaraz na placu albo wieszali na
gałęziach, albo — jeżeli mieli czas — żywcem na
pal wbijali; która egzekucyja takim szła
sposobem:
obnażonego hajdamakę położyli na ziemi na brzuch;
mistrz albo który chłop sprawny, do egzekucyi użyty,
naciął mu toporkiem kupra, zaciesany pal ostro z
jednego końca wetchnął w tę jamę, którą gnój
wychodzi z człowieka, założył do nóg parę wołów
w jarzmie i tak zwolna wciągał hajdamakę na pal
rychtując go, aby wszedł prosto. Zasadziwszy hajdamaka
na pal, a czasem i dwóch na jeden, kiedy było wiele osób
do egzekucyi, a mało palów, podnosili pal do góry i
wkopywali w ziemię. Jeżeli pal wyszedł prosto głową
lub karkiem, hajdamak prędko skonał; lecz jeżeli
wyszedł ramieniem albo bokiem, żył na palu do dnia
trzeciego, czasem wołał horyłki, to jest
gorzałki, i pił podaną sobie.
I tak to okrutne morderstwo bynajmniej hajdamaków nie uśmierzało;
mieli sobie za jakiś heroizm skonać na palu. Kiedy
się w kompanii przy gorzałce jeden z drugim kamracił,
życzył mu: „Szczo by ty ze mnoju na jednym palu
strytyl", to jest: ,,bodaj byś ze mną na
jednym palu sterczał". Bywali drudzy
tak zatwardziałego serca, że miasto jęczenia w bólu
wołali na dyrygującego zaciąganiem na pal: „Krywo idet,
pane mistru", jakoby bólu żadnego nie było
albo jakby go tylko kto w ciasny bot obuwał.
Dla tak okrutnej śmierci, acz niby lekceważonej,
hajdamacy wszędzie się do upadłej bronili. Na
pięćdziesiąt hajdamaków trzeba było naszych
dwieście, trzysta i więcej, aby ich zwyciężyli. Równej
lub mało większej liczbie nigdy się pobić nie dali."
z: Jędrzej
Kitowicz
Opis obyczajów za panowania Augusta III.
Ossolineum, Wrocław, 1970(1925), str. 334-5
[QZE02::026];[QAB04::980]p334-5;QCP050092-12-163
No: 1737; w sieci:9.6.2007
|
|