Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1737

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Jak wbijano na pal.

Kiedy zastanawiamy się, jak wbijano na pal, co było kiedyś dosyć częstym 'zabiegiem' także na terenach Polski wschodniej jeszcze kilkaset lat temu, przychodzi nam na myśl osławiony Wład Drakula, który urósł do rangi bohatera narodowego Rumunii i ma nawet swoje muzeum. Rzadziej myślimy o naszych w tym zakresie zasługach. Co ciekawe, stare ilustracje pokazują nieodmiennie lasek z upalowanymi ofiarami i siedzącego w pobliżu Drakulę przy suto zastawionym stole pełnym dań kanibalistycznych i koniecznie z kielichem krwi (czerwonego wina?). 
Ale czy zastanawialiśmy się, jak taki zabieg wykonywano. Ilustracja z XVI wieku nie wyjaśnia sprawy, jest nierealistyczna. 
Rzeczowy i "fachowy" opis znajdujemy u księdza Jędrzeja Kitowicza w jego wspaniałym "Opisie obyczajów za panowania Augusta III". Oto opis działania polskich komendantów i brawury  siczowych hajdamaków:

"Komendanci polscy, wielu dostali żywcem hajdamaków, żadnemu nie pardonowali, lecz zaraz na placu albo wieszali na gałęziach, albo — jeżeli mieli czas — żywcem na pal wbijali; która egzekucyja takim szła sposobem: 
obnażonego hajdamakę położyli na ziemi na brzuch; mistrz albo który chłop sprawny, do egzekucyi użyty, naciął mu toporkiem kupra, zaciesany pal ostro z jednego końca wetchnął w tę jamę, którą gnój wychodzi z człowieka, założył do nóg parę wołów w jarzmie i tak zwolna wciągał hajdamakę na pal rychtując go, aby wszedł prosto. Zasadziwszy hajdamaka na pal, a czasem i dwóch na jeden, kiedy było wiele osób do egzekucyi, a mało palów, podnosili pal do góry i wkopywali w ziemię. Jeżeli pal wyszedł prosto głową lub karkiem, hajdamak prędko skonał; lecz jeżeli wyszedł ramieniem albo bokiem, żył na palu do dnia trzeciego, czasem wołał horyłki, to jest gorzałki, i pił podaną sobie.
I tak to okrutne morderstwo bynajmniej hajdamaków nie uśmierzało; mieli sobie za jakiś heroizm skonać na palu. Kiedy się w kompanii przy gorzałce jeden z drugim kamracił, życzył mu: „Szczo by ty ze mnoju na jednym palu strytyl", to jest: ,,bodaj byś ze mną na jednym palu sterczał". Bywali drudzy tak zatwardziałego serca, że miasto jęczenia w bólu wołali na dyrygującego zaciąganiem na pal: „Krywo idet, pane mistru", jakoby bólu żadnego nie było albo jakby go tylko kto w ciasny bot obuwał. 
Dla tak okrutnej śmierci, acz niby lekceważonej, hajdamacy wszędzie się do upadłej bronili. Na pięćdziesiąt hajdamaków trzeba było naszych dwieście, trzysta i więcej, aby ich zwyciężyli. Równej lub mało większej liczbie nigdy się pobić nie dali."

z: Jędrzej Kitowicz
Opis obyczajów za panowania Augusta III.
Ossolineum, Wrocław, 1970(1925), str. 334-5

[QZE02::026];[QAB04::980]p334-5;QCP050092-12-163
No: 1737; w sieci:9.6.2007

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

v.85

  Site Meter