Seria poetycka;  ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1711

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

.
Władysław Szlengel

(1913-1943)

Okno na tamtą stronę

Mam okno na tamtą stronę,
bezczelne żydowskie okno
na piękny park Krasińskiego,
gdzie liście jesienne mokną...

Pod wieczór szaroliliowy
składają gałęzie pokłon
i patrzą się drzewa aryjskie

w to moje żydowskie okno...
A mnie w oknie stanąć nie wolno
(bardzo to słuszny przepis),
żydowskie robaki... krety...
powinni i muszą być ślepi.
Niech siedzą w barłogach, norach
w robotę z utkwionym okiem

i wara im od patrzenia
i od żydowskich okien...

A ja... kiedy noc zapada...
by wszystko wyrównać i zatrzeć,
dopadam do okna w ciemności
i patrzę... żarłocznie patrzę...
i kradnę zgaszoną Warszawę,

szumy i gwizdy dalekie,
zarysy domów i ulic,
kikuty wieżyc kalekie...
Kradnę sylwetkę Ratusza,

u stóp mam plac Teatralny,
pozwala księżyc Wachmeister

na szmugiel sentymentalny...
Wbijają się oczy żarłocznie,
jak ostrza w pierś nocy utkwione,
w warszawski wieczór milczący,

w miasto me zaciemnione...
A kiedy mam dosyć zapasu
na jutro, a może i więcej...
żegnam milczące miasto
,
magicznie podnoszę ręce...
zamykam oczy i szepcę:
– Warszawo... odezwij się... czekam...

Wnet fortepiany w mieście
podnoszą milczące wieka...
podnoszą się same na rozkaz
ciężkie, smutne, zmęczone...
i płynie ze stu fortepianów

w noc... Szopenowski polonez...
Wzywają mnie klawikordy,
w męką nabrzmiałej ciszy
płyną nad miastem akordy
spod trupio białych klawiszy...
Koniec... opuszczam ręce...
wraca do pudeł polonez...
Wracam i myślę, że źle jest
mieć okno na tamtą stronę...

Window to the other side

My window faces the other
side, shameless and brash Jewish window,
below, Krasinski Park’s beauty,
where autumn’s dead leaves still linger…
Through all of this grey-lilac evening
the branches bow their grave greeting,
and Arian trees from the garden
are in my Jewish window peeking…
For me’s forbidden to look through
(this by-law has obvious rightness),
these Israelite moles…that vermin…
quite properly should be sightless,
should sit in their holes and squalor,
for work keep their eyes and fingers,
their eyes never, never straying
outside their Jewish windows…
But I rush, when night has fallen,
so all can be smoothed, forgotten,
in darkness I rush to this window,
and stare…and stare like a glutton.
and greedily steal quenched Warsaw,
the hum and the distant whistle,
the outline of streets and buildings,
the crippled towers’ stumps bristling…
I steal the City Hall’s outline,
lies at my feet the Grand Theatre,
(the lunar camp guard permitting
some sentimental night barter…)
My eyes are greedily piercing
those shadows (like knives well-sharpened),
this silent evening in Warsaw,
this city of mine all darkened…
And when I have hoarded much for
tomorrow, and longer even,
farewell I the silent city,
and raise magic hands to heaven…
I close my eyes tight and whisper
to Warsaw: Speak now…I am hoping…

All the pianos in town at that moment,
all pianos their silent lids open…
their lids at my bidding fly open,
raised up with sadness and weakness,
and floats from a hundred pianos
Chopin’s Polonaise in the blackness…
The keyboards call me, with pity
and anguish of silence swollen,
the chords float above the city
from death-white piano keys calling…
The end now…and I drop my hands,
the polonaise shrinks back inside
its boxes. It’s not good to have
a window to this other side.  

tłumaczył/translated by:  

 

Marcel Weyland (Sydney)
mpweyland@ozemail.com.au

[QZM02::024];No: 1711; w sieci:6.5.2007


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

v.85

  Site Meter