|
Seria poetycka; ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1706 |
|
|
| Agnieszka Osiecka |
(1936 -1997) |
||
|
Miasteczko
Bełz – |
|||
|
Mój miły Icek już nie bój się nocy i ludziom w oczy patrz, w miasteczku Bełz. Minęło tyle lat, harmonia znów gra, obłoki płyną w dal, znów toczy się świat. Wypiękniał nasz Bełz, w ogrodach, na drogach bez. Nikt nie chce pamiętać, nikt nie chce znać smaku łez. I tylko gdy śpisz, samotny i sam, i tylko gdy śpisz, płyniesz, giniesz tam... Gdzie tata i mama przy tobie są znów i czule pilnują malutkich twych snów. Miasteczko Bełz, kochany mój Bełz. W poranne gazety ubrany spokojnie się budzi Bełz Łagodny świt w zwyczajnych dni rytm, w niedziele bezpieczna nad rzekę wycieczka i w krzakach szept. A w piekarni pachnie chleb, koń nad owsem schyla łeb. Zakochanym nieba dość, tylko cicho gwiżdże ktoś. Miasteczko Bełz, main sztetełe Bełz. Wypłowiał już tamten obrazek, milczący, płonący Bełz. Dziś, kiedy dym, to po prostu dym. Pierścionek na szczęście, w przemyśle zajęcie, w niedzielę chrzest. Białe ziarno, czarny mak, młodej żony słodki smak. Kroki w sieni... nie drżyj tak, to nie oni. To tylko wiatr... Miasteczko Bełz, kochany mój Bełz. W kołysce gdzieś dzieciak zasypia, a mama tak nuci mu: Zaśnijże już i oczka swe zmruż. Są czarne, a szkoda, ze nie są niebieskie. Wołałabym... Zaśnijże już i oczka swe zmruż. Są czarne, a szkoda, ze nie są niebieskie. Wolałabym... Tak jakoś... |
|||
|
My little town
Bełz – |
|||
|
Itzek, my sweet one
do not fear the night now and look men in the eyes in our little town Belz. So many years have gone, again accordions play, the clouds sail far away, the world again turns round. How pretty’s our Belz, lilacs in garden and street. None now would remember, Would know the taste of those tears. And but when you sleep, so lonely, alone, and but when you sleep you’re tossed, and lost, gone… Where mumma and dadda again sit by you so tenderly guarding each little dream through. Little town Belz, dear little town Belz. now dressed in the morning papers so peacefully waken Belz. A peaceful dawn, a normal day’s round. On Sunday, fine weather, safe trips to the river sighs from the bush. At the baker’s, smells of bread, in its feed the horse’s head. Heaven’s there for two who love, someone whistles not far off. Little town Belz, mein shtetele Belz, faded is now that old photo, of silent, of flaming Belz. Today, when smoke is only smoke. A ring for endearment, A factory employment, Baptism Sunday. Black the poppy, white the wheat, O the young bride tastes so sweet. Footsteps near… don’t tremble, child, It isn’t them; a wind gust wild. Little town Belz, my dear little Belz. A child falls asleep in its cradle, And mumma thus sings to him: Baby, by-byes and close your wee eyes. They’re black, what a shame they’re not blue. I wish they were… Baby by-byes and close your wee eyes. What a shame they’re not blue. I wish they were… Yes, somehow… |
|||
|
tłumaczył/translated by: |
|
||
|
Marcel Weyland
(Sydney) |
|||
| [QZM02::023];No: 1706; w sieci: 28.4.2007 | |||