|
Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1699 |
|
Jedno zdumienie dziennie... |
||
|
Kibice godziwej rozrywki. W początku stycznia 1757 r.,
kiedy król Ludwik XV (1710 - 1774) wsiadał do
swojej karocy udając się z Wersalu do Trianon, pewien
osobnik z przyglądającej się gawiedzi przebił się
przez obstawę i dźgnął króla sztyletem. Potem stał
spokojnie w pobliżu. Król
zauważył, że krwawi, zdążył jeszcze powiedzieć
'Zostałem zraniony. Zaaresztujcie tego człowieka, ale
nie róbcie mu krzywdy'. Wkrótce król był umierający i wołał
spowiednika, a w spowiedzi kompletnie wybaczył
zamachowcowi. Okazało się, że nóż nie był zatruty,
i król wprawdzie przeżył wielki szok, ale wylizał się
z choroby.
Oczywiście obstawa króla
natychmiast wzięła napastnika na tortury, by wyjawił
swoich wspólników czy mocodawców. Wyznał tylko, że
motywem jego była chęć sławy i chciał umrzeć w
cierpieniach jak Chrystus. Wkrótce marzeniom jego miało
stać się zadość, choć nieco w innej wersji.
Już 28go marca tysiące Paryżan zebrało się przed 'Hôtel de Ville' by rozkoszować się
torturami. A było na co popatrzeć. Przez cztery
godziny męczono zamachowca rozpalonymi szczypcami, a w
zadane rany lano
roztopiony wosk, ołów i wrzący olej. Kiedy już miał
dosyć, rozerwano go końmi na kawałki na placu de
Grève. Podobny los spotkał innego królobójcę
Ravaillaca
w 1610, gdzie można zobaczyć samą scenę rozrywania
końmi. [QZE01::090];[QAB00::730]p96-11,147,155,159-7;BE |
witrynę prowadzi |