| |
Coś
w tym jest..
Osobiście nie lubię McDonalda,
tak samo zapewne, jak cała kilkumiliardowa rzesza zawziętych
konsumentów macdonaldowych produktów na całym świecie.
No cóż, co innego nie znosić tego symbolu agresywnego
kapitalizmu, a co innego jeść ze smakiem przyrządzone
bułeczki z sałatą, miąskiem i przyprawami.
Ale w tej relacji 'love-hate' jest coś więcej.
Okazuje się, że do niedawna *)
żaden z krajów goszczących filie McDonalda nie był
stanie wojny z innym krajem także
'zmacdonaldyzowanym'.
Thomas Friedman z 'Timesa' zauważył, że można mówić
o czymś w rodzaju 'Teorii wojny i pokoju wedle
McDonalda'. W historii ludzkości różnica w upodobaniach
kuchennych nieraz była podstawą nienawiści i wrogości. Czyżby
wyrównywanie upodobań miało skutek przeciwny?
*) Oczywiście chodzi o niepokoje
bliskowschodnie..
[QZE01::094];[QNK26::181]
No: 1698; w sieci: 17.4.2007
|
|