ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1680

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 
.

Warszawskie kontakty Rona Jeffery a Nowa Zelandia.

Przebywanie od wielu lat w Nowej Zelandii spowodowało, że nazwisko Rona Jeffery było mi dobrze znane. Miejscowe gazety obszernie informowały o jego wojennych dokonaniach w Europie. Szczególnie dobrze pamiętam reportaż w NZ Herald z okazji jego dekorowania (przez Konsula RP, p Amanowicza), wysokim polskim odznaczeniem. Byłem świadomy, że p. Jeffery opisał swoje wojenne przygody, ale jakoś nie wpadła mi w ręce jego książka. Dopiero w grudniu 2006 prof Roman Antoszewski dał mi kopię tłumaczenia tej książki na język polski, z prośba o opinię na temat jakości tłumaczenia. 
Jakość tłumaczenia jest wysoka. Książka została przetłumaczona na język polski końca XX wieku co sprawić może, że będzie znacznie łatwiejsza do czytania, szczególnie dla młodszych czytelników.

Natomiast w tym tekście chcę zwrócić uwagę na zupełnie inny aspekt książki p Jeffery. Otóż, będąc warszawiakiem od urodzenia i mieszkając tam przez wiele lat byłem zafascynowany opisem wyglądu i zachowania się mieszkańców stolicy widzianej oczyma autora. Szczególnie było dla mnie ciekawe to, że wymienia on szereg osób znanych mi osobiście, albo z opowiadań moich rodziców.
Jednak największym zaskoczeniem były w tej książce następujące zdania:
"Marysia, promieniejąc radością z okazji mojego szczęśliwego powrotu, znalazła dla nas pierwsze mieszkanie i zabrała mnie na oględziny. Jej stara przyjaciółka szkolna wyszła za inżyniera warszawskich wodociągów i za miesiąc młodzi przeprowadzą się do nowego mieszkania przy stacji filtrów, które im zaoferowano. Ich mieszkanie, składające się z trzech pokojów i kuchni przy ulicy Elektoralnej, w nie najbardziej eleganckim otoczeniu możemy wziąć".
(str 176, wydawnictwo Bellona, Warszawa)

Jest dla mnie oczywistym, że to młode małżeństwo, choć nie wymienione z nazwiska, to muszą być moi rodzice. Dlaczego?
Otóż:

  • Moi rodzice wzięli ślub w lutym 1942.

  • Zamieszkali przy ul Elektoralnej

  • Ojciec pracował w czasie wojny (jak i później, do 1948r) na Stacji Filtrów w Warszawie

  • Jeszcze przed wybuchem Powstania Warszawskiego Rodzice przenieśli się do służbowego mieszkania na stacji filtrów przy ul Koszykowej.

W archiwum domowym znalazłem Kennkarty ojca i matki („Kennkarta” była dowodem tożsamości wydawanym w czasie wojny dla mieszkańców Generalnej Guberni), gdzie oba adresy miejsca zamieszkania są uwidocznione. Oto kopia Kennkarty matki:

Dokument był wydany w styczniu 1943 (z zamieszkaniem przy ul. Elektoralnej 1) a zmianę na Koszykową 81 (adres Stacji Filtrów) dokonano 22.05.1944. Stąd można ustalić, że Ron Jeffery mieszkał ze swoją żoną w Warszawie, przy ul Elektoralnej 1.


Inny interesujący szczegół z książki, który może być rozwinięty:
P. Jeffery wielokrotnie wspomina o rodzinie Uszyckich, z których pochodzi jego żona Maria. Między innymi pisze (str 194):
Marysia była bardziej zadowolona z siedzenia w [nowym] mieszkaniu i odwiedzania różnych znajomych po całym mieście, zresztą wiele wizyt miało związek ze spodziewanym dzieckiem. Regularnie co tydzień odwiedzała swojego wujka, znanego pediatrę, i nie było zapowiedzi żadnych komplikacji przedporodowych.
Dr Uszycki był rzeczywiście znanym pediatrą, mieszkał przy ul Teatralnej. A skąd to wiem? Bo również opiekował się i mną! Zachowałem moje świadectwo szczepienia ospy z jego podpisem:

W całej tej sprawie jest dla mnie bardzo ciekawe, że nigdy Rodzice nie opowiadali mi o p. Jeffery, choć jak widać z powyższej dokumentacji, musieli dobrze znać jego i jego polską rodzinę. Ale odpowiedź dlaczego milczeli zabrali ze sobą do grobów.

Jak wiem, mój ojciec nie był czynnym żołnierzem AK, ale współpracował z polską podziemną. Np wspominał mi, że był wzywany na pomoc w sprawach fachowych: jedna z podziemnych (dosłownie) drukarni AK była zalewana przez wodę i Ojciec robił ekspertyzę, jak osuszyć to pomieszczenie. Stąd ze względów konspiracyjnych nie był pewnie świadomy roli p. Jeffery.

W lutym 2007 dowiedziałem się, że żona p. Jeffery mieszka w Australii. Udało mi się przeprowadzić z Nią rozmowę telefoniczną, w celu potwierdzenia moich przypuszczeń opisanych powyżej. Ku mojej radości pamiętała Ona świetnie moją rodzinę a szczególnie moją matkę, jej siostrę i ich rodziców. W wyniku peregrynacji popowstaniowych archiwum rodzinne p. Jeffery było zniszczone i wiele pamiątek z tego okresu jej przepadło. Stąd, dysponując szczęśliwie ocalałym zbiorem moich rodzinnych dokumentów byłem w stanie przesłać Jej fotokopie szeregu dokumentów odnoszących się do tamtych czasów.

Na podstawie tego trudno nie zdumiewać się na tym jakimi drogami wiodą ludzkie losy i kogo można spotkać, w jakim miejscu i w jakim czasie......

Prof. Lech Janczewski
The University of Auckland
Auckland; New Zealand
26 marca 2007

Wypowiedź i dokumenty przedstawione przez prof. Janczewskiego bardzo dobitnie świadczą o rzeczowości i dokładności relacji zawartych w książce Rona Jeffery 'Red Runs the Vistula' [Wisła jak krew czerwona]. 

(inne informacje o Ronie Jeffery: -1-,-2-,-3-,-4-,-5-)
Całą książkę w języku angielskim zamieściłem na swojej stronie internetowej.

[QAB01::078];ART39-J
No: 1680; w sieci: 25.3.2007

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

v.85

  Site Meter