ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1667

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

 

 

.
 

O Polakach w Nowej Zelandii. (1)

Niewiele książek napisano o przeszłości i teraźniejszości Polaków w Nowej Zelandii. Dlatego z uznaniem trzeba powitać ostatnio wydaną książkę znanego polonijnego pisarza mieszkającego w Australii, Mariana Kałuskiego. 

Marian Kałuski 

Polacy w Nowej Zelandii

Oficyna Wydawnicza Kucharski 
Torun, p. 280 str, 25+ fot.
2006

 

egzemplarz z księgozbioru
Bogdana Nowaka, Auckland

 

 

Autor miał okazję zapoznać się z publikacjami i archiwaliami dotyczącymi tutejszej Polonii, ma też szereg kontaktów Polakami w Nowej Zelandii i korzystał z ich pomocy. Dlatego książka obrazuje źródłowo przeszłość polskiej imigracji do Nowej Zelandii, stara się przedstawić także obecną sytuację emigrantów i ich potomków, co jest już  sprawą trudniejszą i bardziej ryzykowną. 
Patrząc na dzisiejszą Nową Zelandię wprost trudno uwierzyć z jakimi trudnościami borykali się tu pierwsi koloniści, przy tym właśnie Polacy przeszli przez najgorsze piekło. Biedota z nieistniejącego kraju, bez znajomości języka, była oszukiwana, wysyłana w najbardziej niegościnne tereny, bez przerwy wyzyskiwana przez administrację i miejscowych, lepiej ustawionych emigrantów. Wydaje się to nieprawdopodobne, że wielu osadników znalazło się tu myśląc, że przybyli do wymarzonej 'Hameryki', a nie wiedzieli, że po drodze po prostu zostali oszukańczo skierowani przez agentów na koniec świata, skąd nie było odwrotu. Niemniej dali sobie radę kosztem cierpień nie do opisania. Obecnie nawet śledzenie polskiej narodowości imigrantów jest trudne, ponieważ najczęściej rejestrowani byli jako Prusacy lub Austriacy, bo przybywając z Pomorza, Małopolski czy ze Śląska nie mogli być dla urzędników Polakami, no bo jak? To była druga połowa XIX wieku. Potem, powoli, z wyrobników stawali się właścicielami drobnych gospodarstw, dzieci najczęściej ciężko pracowały, ale jakimś cudem kończyły szkoły, zaczęły pracować w miastach lub na swoim. Dlatego każdy maleńki sukces, zostanie kierownikiem czegoś tam, urzędnikiem najniższego stopnia w jakiejś kancelarii,  warte jest zanotowania. Wejście Polaka do jakiegoś samorządu, choćby najniższego stopnia, to był przedmiot dumy dla współbraci. Trzeba jednak zaznaczyć, że dużych karier gospodarczych czy administracyjnych Polacy nie zrobili. Na palcach jednej ręki wyliczyć można rodziny które coś osiągnęły, a i tak ich osiągnięcia, do dziś nie umywają się do sukcesów imigrantów z państw bałkańskich, Hindusów czy Chińczyków. Imigrantów holenderskich, niemieckich, Skandynawów nawet nie ma co zestawiać, a tym bardziej Brytyjczyków. Ich start był zupełnie inny, jak też inne osiągnięcia. 
Olbrzymią rolę w życiu tamtejszej Polonii spełniał kościół katolicki, choć często wcale nie należycie traktowany przez kościelne władze protestanckie. Budowali kościoły, skromne (jak zresztą całe budownictwo sakralne w tym kraju), ale własne. I tak, rok po roku, Polonia przekształciła się w mniejszość narodową o podwójnym patriotyzmie. Lojalni wobec kraju zamieszkania, lojalni wobec kraju pochodzenia. Mocy ekonomicznej czy politycznej na skalę krajową nie zdobyli, nie przejawiali też większej aktywności kulturalnej ani naukowej. Zachowywali z uporem polskie tradycje i obyczaje, najczęściej powiązane z kościołem. 
W latach międzywojennych Polacy nie przybywali do Nowej Zelandii, ale też nie wracali do kraju. Zasiedlili się. Przed samą wojną przybyło tu kilkuset polskich żydów, ale polskości nie kultywowali. Po wojnie, szczególnie po rozwiązaniu obozu w Pahiatua (patrz cz. 2), powstało kilkanaście organizacji polonijnych w różnych skupiskach Polaków. Najważniejsze było Stowarzyszenie Polaków w Nowej Zelandii założone w Wellingtonie, i wkrótce potem także w Auckland. Autor starannie wylicza i charakteryzuje te organizacje, omawia ich działalność.  
Omówione są także poszczególne rodziny i osoby, które miały osiągnięcia i które przyczyniły się do rozwoju ich przybranej ojczyzny. Widzimy tu dobrze ponad tysiąc nazwisk (czuje się brak indeksu), opisano setki mniejszych czy większych uroczystości społecznych i kościelnych, wystąpień w prasie itp. 
Szkoda, że nie ma wzmianki o Krzysztofie Starzyńskim, wybitnym działaczu na polu demaskowania PRLowskich służ specjalnych działających za granicami kraju, a także antypolskiej działalności niemieckiego krytyka literackiego Reich-Ranickiego. Pominięto też szereg osób zasłużonych dla współczesnej Polonii, jak np p. Władysława Buczkowskiego, którego dom stał się po prostu instytucją gościnności. 
W książce jest szereg powtórzeń, co zapewne wynika z trudości poszufladkowania tak wielostronnej działalności omawianej w książce. Czuję też niedosyt jakiejś syntezy, ale na to pewnie jeszcze za wcześnie. 
Moim zdaniem warto by tę książkę umieścić w Internecie. Chętnie znalazłbym miejsca na swojej stronie internetowej, gbybym dostal tekst w odpowiednim formacie i zgodę autora. Stanowiłaby bardzo sensowne uzupełnienie istniejącej obecnie kolekcji nowozelandzkiej

(p. cd cz. 2)

[QZE01::061];[QRE02::242]
No: 1667; w sieci: 9.3.2007

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

v.85

  Site Meter