Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1640

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Intelektotropizm.

Parnaście tygodni temu wysadziłem bulwę kumary (Ipomoea batatas, słodki ziemniak) w doniczce przy oknie. Po kilku dniach adaptacji pojawił się nieśmiały pęd skierowany prosto w górę, nie przejmując się bocznym oświetleniem. Tak chyba jest kumara zaprogramowana, że najpierw musi się przedrzeć przez otaczający łan by zapanować nad sytuacją. Kiedy już się zadomowiła, zaczęła wypuszczać kilkumetrowej długości, pięknie ulistnione rozłogi o wyraźnym fototropizmie. Opanowała stopniowo okno i zaczęła penetrować śmiało do mojego 'study', jak to tu nazywają, czyli do mojego pokoju komputerowego. 
A trzeba powiedzieć, że szacowna to roślina. Przywieźli ją z wysp Polinezji Maorysi jakieś 1000 lat temu i przez wiele stuleci stanowiła zasadnicze źródło pokarmu. A i teraz jadana jest chętniej od znacznie później przyswojonych ziemniaków. 
Niezwykle szlachetne ma pochodzenie wedle maoryskiej mitologii. Otóż bulwę kumary porodziła sama bogini Pani i moment porodu został przedstawiony w starej rzeźbie w pumeksie z regionu Taupo. Rzeźby Pani, bogini ogrodów, często  umieszczano przy wejściu do ogrodów, aby pilnowała roślin i wspomagała plonowaniu. 

Wracam jednak do panoszących się rozłogów kumary w moim pokoju. Otóż w pewnym momencie zauważyłem, że coraz więcej rozłogów zmierza w moją stronę z różnych kierunków. Powoli zaczęły włazić na biurko, trzeba było je delikatnie przesuwać z ekranu i klawiatury. Jeden pęd zapuszcza się nawet do wnętrza komputera przez wietrznik. 
Niewątpliwie jestem na tropie ciekawego zjawiska fizjologicznego, pomyśla- łem. Zjawiska nie notowanego w podręczni- kach fizjologii roślin, które musiałem przewertować kiedyś bardzo dokładnie. Ani rusz, tylko mam do czynienia z nowym tropizmem, który śmiało nazwałem intelektotropizmem, bo to ja byłem celem tych kumarowych eskapad, tak mi się wydawało, a przecież nikt mi nie odmówi intelektu! 
Na wszelki wypadek postanowiłem przekonać się eksperymentalnie jak to jest. Na jakiś czas usunąłem się na bok, by wykluczyć ten intelektualny czynnik . Z niesmakiem zauważyłem, że rozłogi rosły dalej nie martwiąc się brakiem mojej siły atrakcyjnej (kumara rośnie prawie w oczach, a przynajmniej bez końca można obserwować, jak rozchyla pobożnie złożone listki po wynurzeniu się z pąka. Okazało się jednak, że nie o żaden intelekt jej chodzi, ale o światło. To 'za chlebem' wędrują rozłogi kumary, bo upodobały sobie jasne oświetlenie neonowych żarówek nad moim biurkiem. 
Tak więc piękne marzenie o nowym tropizmie spaliło na panewce, a została piękna kumara i cudownie rozchylające się listki prawie pod moim nosem. 

 

[QZE01::051];RCP05082-07-193;RCP05057-17-72;QCP05099-18-098;DSC01630;[QNK02::018]
No: 1640; w sieci: 3.2.2007

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

v.85

  Site Meter