Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VIII; No 1634

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.

Nasze ciało a sztuka zarządzania. (2)

Przykro powiedzieć, ale gatunek Homo sapiens  w zasadzie koordynacji na poziomie społeczności liczącej zaledwie kilka miliardów osobników nie wytworzył. O trylionach nie ma co mówić. Próby typu ONZ, UE, NATO, ZSRR+satelici w tym kontekście, choć chwalebne, uznać jednak trzeba za raczkowanie skorumpowanych przygłupów. Porównywanie zarządzania funkcjonującego w organizmie ludzkim ze społecznością światową nie ma sensu. Realniejsze wydaje się zwrócenie uwagi na funkcjonowanie państwa. 
We względnie sprawnie funkcjonującym państwie, za jakie uznać można Nową Zelandię, gdzie nie ma głodu, strajki są rzadko a konflikty rasowe przytłumione są prawie do zera w porównaniu z innymi krajami o podobnej przeszłości, funkcjonariuszy spełniających rolę systemu nerwowego jest bardzo wielu. Jeśli uznać organa zarządzające (rząd, zarządy lokalne i koordynujące) i kadrę urzędniczą za czynniki generujące, przetwarzające i przekazujące informacje do wykonawców, to w Nowej Zelandii jeden zarządzający obsługuje dziesięciu obywateli. Kilka lat temu, przy liczebności obywateli około 3,5 miliona osób, było około 80.000 kadry rządowej różnych stopni i około 300.000 urzędników różnej maści. A więc aż 10 razy więcej kadry zarządzającej w porównaniu do liczby rządzonych, niż to jest w naszym organizmie, a chodzi zaledwie o zarządzanie maleńką populacją 3,5 miliona ludzi (teraz są to już 4 miliony).
Wydaje się, że zasadnicza różnica polega na odpowiedzialności poszczególnych jednostek kadry zarządzającej. W organizmie obowiązuje zasada - sprawne funkcjonowanie, albo anihilacja. Tertium non datur. W skrajnych przypadkach buntu na jakimkolwiek etapie, rzecz kończy się rakiem i śmiercią całości. W społecznościach ludzkich wszystkie organa funkcjonują na zasadzie akceptowalnej niekompetencji. Stopień niekompetencji jest różny ale w zasadzie jest dobrą ilustracją stanu państwa i jakości życia mieszkańców. Od dobrotliwych nudów Nowej Zelandii czy Szwajcarii do nieludzkiego rozgardiaszu Zimbabwe czy Rosji. 
Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na siły porządkowe. Organizm ludzki dysponuje olbrzymią liczbą leukocytów o różnej specjalizacji zajmujących się wywiadem, kontrwywiadem, sądzeniem na miejscu i wykonywaniem egzekucji, też na miejscu. Nie ma żadnej dyrekcji czy kierownictwa, po prostu każdy leukocyt wie co robić. Wprawdzie dane co do liczby białych ciałek krwi są bardzo różne i zależą od stanu organizmu, ale średnio przypada jeden policjant na dziesięć komórek ciała (około 10^13). Nawet w państwach policyjnych liczba sił porządkowych jest kilkakrotnie niższa. W skrajnych przypadkach, jak w Nowej Zelandii przypada jeden policjant na około 500 osób. Sytuację poprawić może liczba donosicieli. W państwie o zadowolonej ludności posiadającej zaufanie do wymiaru sprawiedliwości potencjalnym donosicielem jest każdy i nikomu do głowy nie przychodzi, by się tego wstydzić czy tłumaczyć. Co innego w systemach, gdzie ludzie nie mają zaufania do władzy. Władza musi odwoływać się do przekupstwa. I stąd całe chmary płatnych donosicieli, współpracowników bezpieki, itp. Cóż więc dziwnego w tym, że w pewnych środowiskach było w Polsce 15 procent 'donosicieli'? Władza musi jakoś panować nad sytuacją, a ludzie muszą jakoś żyć. Ale i tak, nawet w najbardziej kontrolowanym państwie jednostka nie jest w takim stopniu obstawiona kontrolerami, jak to jest w naszym ciele. 
I jeszcze sprawa kosztów. Dwa procent mózgowej galaretki kosztuje nas dwadzieścia procent energii uzyskiwanej z pokarmu. Ciekawe, czy istnieje państwo, w którym 20 procent dochodu idzie na utrzymanie rządu i urzędników. Porównanie byłoby pouczające, ale nie jestem go w stanie przedstawić, więc lepiej się wyłączę nie narażając się na anihilację. 

 

(uproszczony schemat synapsów)
Pomnóżmy to w wyobraźni trylion razy, a będziemy mieli obraz stopnia skomplikowania ludzkiego (biologicznego) systemu informacyjnego.

Warto też wspomnieć, że w zakresie obowiązków koordynacyjnych naszego ciała leży też zawiadywanie olbrzymią liczbą 'gastarbeiterów' - sprawa z jaką żadne państwo, jak dotąd, się nie uporało. W przewodzie pokarmowym, i w mniejszym stopniu w innych organach, mamy olbrzymią liczbę gości, bez których życie byłoby niemożliwe, ale czasem stwarzają oni też kłopoty. Większość z nich pracuje 'na czarno', a ściślej 'na brązowo. Jak zrobią swoją robotę, po prostu ich wydalamy. W skali państwowej sprawa nie jest taka prosta. Zarządzamy nimi nie poprzez instrukcje nerwowe, ale bardzo skomplikowanymi mechanizmami enzymatycznymi i hormonalnymi. Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy z tego, że liczba naszych 'gości' odpowiada mniej więcej liczbie naszych własnych komórek. Razem więc składamy się z 2x10^14 jednostek. 
Dla porównania, nasza galaktyka składa się zaledwie z 400 miliardów gwiazd... (4x10^11).

[QZC08093];[QAB08::468]p468;[QEP47::003];044;[QAB02::664]p224,190;[QNK21::067];[QNT90::051];[QNK22::128]
No: 1634; w sieci: 27.1.2007

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

v.85

  Site Meter