Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VII; No 1573

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.

Poturbowanie kochliwego króla. (2)

Po szczęśliwym pokonaniu wstępnych oporów po obu stronach, zaszła naturalna potrzeba regularnych kontaktów króla z kochanką. 
"Jednakże wszystkie nadzieje króla mogły zostać pogrzebane przez przypadek, który wystawił jego osobę na wielkie niebezpieczeństwo. Na dworze polskim było w zwyczaju, że dwaj gwardziści stali przed pokojami panien królowej, chciano bowiem mieć oko na to, co się u nich dzieje. Pewnego dnia baron de St. Cyr (organizator królewskich schadzek) nie zjawił się wieczorem u markizy, gdyż niedyspozycja zatrzymała go w łóżku. Król nie mogąc wejść do pokoju markizy, jak zwykle, przez okno — chciał się tam dostać przez korytarz biegnący wzdłuż pokojów panien. Kiedy przemknął się niepostrzeżenie koło zewnętrznej warty (było już późno i żołnierze zapewne zasnęli) i miał wejść na galerię, stojący tam na warcie gwardzista zatrzymał króla pytaniem, kto idzie. Kazimierz oczywiście nie zamierzał odpowiedzieć i skradał się dalej. Wówczas żołnierz wziąwszy go za złodzieja korzystającego z nocnych ciemności, przywołał swego towarzysza i obaj razem brutalnie króla pochwycili. Kazimierz starał się wszelkimi sposobami wydobyć z ich rąk i nie dać się rozpoznać, ale gwardziści narobili tyle hałasu, że zbudzili mieszkańców sąsiednich pokojów i tak nastawali na Kazimierza, że musiał odsłonić swą twarz. Strażnicy zmartwieli z przerażenia i zuchwałość ich zamieniła się w popłoch. Chcieli uciec, żeby uniknąć kary, ale król ich zatrzymał i rozkazał powiedzieć tym wszystkim, którzy zaciekawieni hałasem wylegli na korytarz, że były to odgłosy ich własnej sprzeczki. Nie spodziewając się, że tak łatwo uwolnią się z opałów, gwardziści skwapliwie usłuchali króla, który zasłoniwszy sobie twarz i wypytując dla niepoznaki, co było powodem hałasów, wycofał się do swoich pokojów."
Poza kilkoma szturchańcami, nocna eskapada spowodowała tylko, że król zachorzał był następnego dnia.
Wkrótce wszystko skończyło się szczęśliwie dla króla i panny
Schönfeld  w zastępczej łożnicy markizy, stróżki fraucymeru królowej Marii Gonzagi, żony i bratowej Jego Królewskiej Mości. 

Trzeba jednak dodać, że historycy nie potwierdzają tych biograficznych szczegółów Jego Majestatu. Pewnie nie mają zrozumienia dla faktycznych motywów ludzkich poczynań.

skomentowany ekstrakt z: 
Miłostki królewskie, Rouseau de la valette, W-wa 1971 (tłum. J. Olkiewicz)

[QZE00::091];[QAB06::677]p63,73-4
No: 1573;w sieci: 18.11.2006

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)

v.85

  Site Meter