ISSN 1176-7545; rok VII; No 1550

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

.
 

Śp. Siostra Jadwiga Rombel.

30-go września bież. roku zmarła w Auckland w Nowej Zelandii Siostra M. Jadwiga Rombel dominikanka O.P.

Sp. Maria Rombel - Siostra Jadwiga - urodziła się w maju w 1928 r. w osadzie Batorówka na Kresach Wschodnich. Była jednym z siedmiorga dzieci w swojej rodzinie. Do kościoła jeździliśmy - mówi w swoich wspomnieniach - do Janowa Poleskiego, oddalonego o 14 kilometrów od Batorówki. Naszej katedry w Pińsku nigdy nie widziałam. Co roku nasz Biskup z Pińska przyjeżdżał na odpust do naszego kościółka w Janowie. Rodzice opowiadali nam, że był to kościół św. Andrzeja Boboli, Jezuity i męczennika.

Państwo Rombelowie byli głęboko wierzący i w tym duchu wiary wychowywali swoje potomstwo. - Mamusia uczyła nas modlitwy od czasu gdy tylko zaczynaliśmy mówić. Otrzymywaliśmy regularnie Rycerza Niepokalanej i opowiadano nam o żywotach świętych. Marysieńka przystąpiła do 1-szej Komunii świętej w kościele w Janowie w czerwcu 1939 r. Jeśli chodzi o moje powołanie - mówi dalej w swoich wspomnieniach - ziarnko było zasiane jeszcze przed 1-szą Komunią św. Gdy pierwszy raz słuchałam o Matce Najświętszej, która poświeciła swoje życie Bogu, usłyszałam wtedy jakby podszept wewnętrzny, żeby też oddać życie służbie Bożej. Jednakowoż powstrzymałam się od rozmowy z kimkolwiek na ten temat. Czasami miałam odczucie, iż nie w Polsce zrealizuję to życzenie.

Cóż, nadszedł wrzesień 1939 r. Dla nas wszystkich zamieszkałych w Polsce 'zapalił się świat'. Polska miała wówczas 35 i pół miliona ludności, Niemcy 78 i pół miliona, Rosja sowiecka 175 i pół miliona. Jakie szanse mogła mieć Polska na utrzymanie swojej suwerenności? *

10 lutego 1940 r. rodzina Rombel została jedną z ofiar pierwszej masowej wywózki (szacowanej na około 220 000) ludności polskiej, w czeluści nieludzkiej ziemi, po uprzednim obrabowaniu ich posiadłości. Zima owego roku była wyjątkowo ostra, a zwłaszcza czym dalej na północny wschód. Szrama na policzku koło oka siostry Jadwigi to pozostałość przymarznięcia jej buzi do ściany towarowego wagonu w drodze do Archangielska. Po dotarciu do tego miasta polskie rodziny zostały rozmieszczone w jego okolicy w nieludzkich warunkach pracy. Śmiertelność była ogromna, tam też zmarli z głodu i wysiłku oboje Państwo Rombel.

Wreszcie po napadzie Niemiec na Rosję w czerwcu 1941 r. i umowie Sikorski-Majski, dzieci Rombel wydostały się z posiołka, powróciły do Archangielska, a tam zaopiekował się nimi delegat Rządu RP na obczyźnie. W 1942 roku grupy polskich sierot i znikoma część ludności cywilnej (rodziny członków Armii gen. Andersa) zostały przewiezione do Krasnowodska, a stamtąd przez Morze Kaspijskie do portu Pahlevi w Iranie. Po kwarantannie na piaskach w Pahlevi przybyli zostali odstawieni do Teheranu, a kilka miesięcy później część ich przewieziona do Isfahanu. W Iranie roztoczył opiekę nad nimi Rząd RP i Kościół Katolicki. Jednakowoż pobyt w Iranie, jakkolwiek miły i interesujący, był okresem przejściowym. Polscy tułacze, na przeciągający się czas wojny, byli kierowani do brytyjskich kolonii w Afryce, do Indii, a na zaproszenie rządu Nowej Zelandii do tego kraju. Marysia Rombel z czworgiem rodzeństwa - dwaj starsi bracia wcześniej wstąpili do Polskiego wojska - dotarła z kilkusetną grupą polskich dzieci do N.Z.

Zakończenie wojny było jeszcze jedną tragedią dla wyśnionej Ojczyzny. Cóż pozostało weteranom poza krajem, jak zamiana karabinu na pióro i podjęcie walki słowem, o prawdę i sprawiedliwość dla Polski, a młodzieży postępować za ich przykładem, kształcie się i pracować odkładając powrót do kraju na inny, lepszy czas.

Marysia Rombel zdała egzamin do gimnazjum jeszcze w Isfahanie. W Nowej Zelandii w 1945 r. byłyśmy razem w drugiej klasie gimnazjalnej. Marysia była przykładem skromności, powściągliwości; równocześnie zawsze uczynna, przyjazna i uśmiechnięta. Oprócz zajęć szkolnych miałyśmy jeszcze inne obowiązki: pomocy w obozowych jadalniach, utrzymanie czystości w blokach mieszkalnych, sprzątanie naszych klas. W naszej 2-giej gimnazjalnej było 18 dziewcząt i sześciu chłopców. Ich obowiązkiem było donoszenie w wiadrach wody, a naszym szorowanie podłogi. Nie obeszło się też bez śmiechu, a zwłaszcza gdy ktoś poślizgnął się na mokrej podłodze i zmoczył sobie tylnią część mundurka.

Wkrótce władze N.Z. i Polskie powzięły decyzję zamknięcia obozu. Rozpoczęto od rozmieszczania młodzieży w nowozelandzkich katolickich szkołach prowadzonych przez zakonnice lub braci zakonnych. Z początkiem roku szkolnego Marysia Rombel została skierowana do Dunedin do szkoły dominikanek. Nasza znajomość języka angielskiego była za mała na podjęcie zajęć szkolnych. Potrzebowaliśmy czasu i specyficznej pomocy na osiągnięcie odpowiedniego poziomu. W wielu wypadkach otrzymaliśmy ją od dobrych ludzi. W Dunedin jedna z sióstr dawała Polkom dodatkowe lekcje angielskiego i ona właśnie przyczyniła się do zrealizowania przez Marysię jej wieloletniego głębokiego życzenia. Jej przeżycia wojenne, jak sama pisze, wzmocniły jej powołanie. Do nowicjatu wstąpiła 17 marca 1950 roku przybrawszy imię Jadwiga. Już będąc w zakonie siostra Jadwiga wykwalifikowała się na nauczycielkę szkół podstawowych. Przez wiele lat pracowała jako nauczycielka w szkołach dominikanek w kilku miastach Nowej Zelandii. Była bardzo lubiana i ceniona przez swoich podopiecznych, ich rodziców i swoje środowisko zakonne. Jednakowoż gdziekolwiek była, zawsze lgnęła do polskiego środowiska i w miarę swoich możliwości wspierała je. Dawała dzieciom lekcje religii, pomagała w przygotowaniu ich do Pierwszej Komunii świętej.

O siostry Jadwigi głębokiej wierze, poświęceniu, skromności i dobroci wie każdy, kto się z nią stykał. Uroczyste i wzruszające były obchody Złotego Jubileuszu w zakonie Siostry Jadwigi. Ksiądz Prałat Zdzisław Peszkowski obdarzył ją medalem Golgoty Wschodu, czym bardzo wzruszył jej czułe i wrażliwe serce.

Pozostała w naszej pamięci jako wierna przyjaciółka, nasza duma i podpora duchowa. 

Malwina (Wisia) Rubisz-Schwieters


Sister Mary Jadwiga O.P.

Sister M, Jadwiga Rombel - Maria Rombel was born in May in 1928 in Batorówka, Eastern Poland. She was one of seven children in her family. The family attended church in Janów Poleski 14 km from Batorówka. Every year our Bishop from Pińsk - she wrote in her notes - visited our church in Janow. Our parents told us that this was the place of worship of St. Jan (John) Bobola, Jesuit and martyr.

Mr. and Mrs Rombel were a deeply religious couple and imparted their faith to their children. Mrs. Rombel started teaching children to pray from the time they began to speak. Maria obtained First Holy Communion in the church in Janów in June 1939. My vocation dates further back than that. From the day I first heard of Our Lady and Her dedication to God I wished also to dedicate my life to His service. It seemed like some inner voice calling me to it, but meanwhile I did not reveal my thoughts to anyone. I also had a feeling like a premonition, that I may not realise this wish in Poland.  

And then came September 1939, to us living in Poland it was as if the whole world was immersed in fire. ( The population of Poland was at that time 35 and a half million, Germany - 78 and a half million, Soviet Russia 175 and a half million. What chance had Poland to retain her sovereignty?).*

On 10-th February 1940 the Rombel family were included in the first mass deportation of Poles (estimated to be about 220 000 persons) from Eastern Poland into the inhuman land. After prior robbery of their estate. The winter of that year was particularly severe, especially to the north-east of Poland. A noticeable scar on sister Jadwiga's cheek was caused by the freezing of her face to the wall of the goods carriage of the train, used for transporting people to Siberia. Many days later, when the train reached Archangel, Polish families were taken off it and groups of them were transported to places of work in appaling conditions - places like mines, deep forests. Death from hunger, cold, overwork was an every day occurrence. Before long Mrs. Rombel died followed by her husband. Hitler's attack on Russia in June 1941 and the Sikorski - Maiski Pact of July 1941 brought the release of Poles from prisons and labour camps. The Rombel children managed to get back to the city of Arkhangelsk, where the Representative of the Polish govemment-in-exile took them under his care. In 1942 some Polish orphans and some adults, families of Polish soldiers under the command of general Anders, were taken by train to Krasnovodsk and from there by ship to an Iranian port of Pahlavi. Hence to Teheran and a few months later orphans and their caregivers went to Isfahan, where they were looked after by the Polish govemment-in-exile and the Catholic Church. However pleasant and interesting was the rest in Iran, the fact was, that the stay there was temporary. The war dragged on and so groups of Poles were directed to the British dominions in Africa, to India and at the invitation of the government of New Zealand, to this blessed land. Maria Rombel and her four siblings were in the group of 733 Polish children and 100 adults, who arrived in New Zealand in November 1944. Two of her brothers went earlier into the Polish army.

Tragically war's end brought Poland once again Russian domination. Consequently the return to the much loved homeland had to be postponed. Children had to concentrate on obtaining education and means of earning a livelihood. Maria gained entry into high school prior to coming to New Zealand. In the camp in Pahiatua in 1945 we were both in form four. After that year the New Zealand and Polish authorities decided to work on gradual closure of the camp. Oldest children were sent to Catholic Schools directed by religious orders in various cities. Maria Rombel was directed to a convent school in Dunedin. Our English was not adequate for school work, more time and special assistance was required, fortunately there were good people willing to help. In Dunedin one of the dominican sisters gave extra lessons to Polish girls and it was she, who also helped Maria to pursue her vocation. In Maria's own words, my war time experiences strengthened my faith and my desire to serve God for the rest ofmt life. She entered the novitiate in March 1950 and at appropriate time took on the name of Jadwiga. Every one who knew her, was well aware of her humility, generosity, friendliness and above all her deep faith. It was also her desire to maintain her contact with the Polish community and to serve it in spiritual matters whenever possible.

She remains in our memory as beloved Sister, Dear Friend, our pride and help. 

Malwina (Wisia) Rubisz-Schwieters

*Fate of Poles in USSR in the years 1939 -1986.
by Julian Siedlecki. Gryf Publications Ltd. London 1987. page 22.

[QZE00::078]; No 1550
w sieci: 28.10.2006

 

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

v.85

  Site Meter