Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VII; No 1540

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

 Długopis.

Długopis stał się narzędziem użytku codziennego, bez przesady, całej ludzkości. Sprzedaje się tego drobiazgu ponad 15 milionów sztuk dziennie  dosłownie we wszystkich zakątkach świata. A zaczęło się od zdenerwowania węgierskiego dziennikarza Laszlo Josefa Biró (1899 - 1985) ciągłymi wyciekami z wiecznego pióra i zamazywania tekstu. Biró, czasem używający imienia Ladislao, to postać bardzo malownicza. Oprócz dziennikarstwa parał się rzeźbą, malował i ... hipnotyzował! Wraz bratem Georgem postanowili zaradzić kłopotom. Skonstruowali urządzenie kulkowe, którego dobrze wpasowana kulka z jednej strony styka się z papierem, z drugiej z rurką wypełniona tuszem drukarskim. Wynalazek swój opatentowali w roku 1938, ale wkrótce w Europie zaczęło być za gorąco i wyemigrowali do Argentyny na osobiste zaproszenie prezydenta Justo. W handlu długopisy pojawiły się w roku 1945 w Buenos Aires. Wkrótce pojawiły się długopisy w Chicago jako 'Reynolds Rocket pen'. Już w pierwszym dniu sprzedano 8.000 sztuk po cenie na wartość współczeną ponad US$ 150! Było przy tym nieco kłopotów patentowych. 
W Meksyku reklamą długopisów zajęła się firma Parkera, ta od wiecznych piór. Zaszło wtedy przekomiczne nieporozumienie. Amerykańscy szefowie przesłali slogan propagandowy: 'It won't leak in your pocket and embarrass you', że niby długopis nie będzie przeciekał i powodował zakłopotania. Miejscowi szefowie, którzy nie wiele rozumieli hiszpańskiego, słowo 'embarrass' przetłumaczyli na podobnie wyglądające 'embarazar' = zapłodnić. I wyszło z tego, że długopis nie spowoduje zapłodnienia, co w warunkach meksykańskich, jako ciąża pozamałżeńska, byłoby czymś okropnym. Reklama zresztą okazała się jak najbardziej prawdziwa. 
A w Polsce zaczęły pojawiać się długopisy pod koniec lat czterdziestych przywożone przez szczęśliwców, którym udało się wyjechać np do Berlina. W latach pięćdziesiątych pamiętam dobrze prosperujący sklepik przy Narutowicza blisko Piotrkowskiej, gdzie pewien pan z niebieskimi rękoma zajmował się uzupełnianiem długopisów. To był wtedy dobry biznes. 


The Ballpoint.

Without exaggeration, the ballpoint has become an article of daily use of the entire human race. The sales of this trifling object exceed 15 million a day in every corner of the world. And it all began with the Hungarian journalist Laszlo Josef Birό (1899-1985) and his loss of patience with the constantly leaking fountain pen and smeared text. Birό, who sometimes used the name Ladislao, was a very colourful personage. Besides his journalistic activities he also sculpted, painted and … hypnotized! Together with brother George he decided to put an end to the annoyance. They constructed a device with a close-fitting ball at one end, and a tube filled with printer’s ink at the other. They patented this invention in 1938, but as the situation in Europe became too hot they migrated to Argentina at the personal invitation of Prsident Justo. The ballpoint made its first commercial appearance in Buenos Aires in 1945. It soon appeared also in Chicago, as the ‘Reynolds Rocket Pen’. On the very first day 8,000 items were sold at today’s value of over US$150! There arose a few problems with the patents.

In Mexico advertising was in the hands of the Parker firm, of Parker Pen renown. The American principals sent the advertising slogan: ‘It won’t leak in your pocket and embarrass you’. But to the local principals, who understood little Spanish, the word ‘embarrass’ looked like ‘embarazar’ = impregnate, or fertilize, or inseminate. And so the promise was that the ballpoint will not result in insemination, which as an extramarital conception would be something terrible under Mexican conditions. In any case, the advertisement proved to be truthful.

In Poland ballpoints began to appear towards the end of the Forties, brought back by those fortunates who managed to travel, e.g. to Berlin. And in the Fifties I recall a busy little shop on Narutowicza Street, close to Piotrowska Street, where a gentleman with blue hands was kept busy refilling ballpoints. It was then quite a prosperous business.

 

 

[QZE00::069];ART39004p130,131;[QNK1::051]p155;];[RIR28::006]; No 1540
w sieci: 14.10.2006


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


v.85

  Site Meter