|
Po stu trzydziestu
latach pokonali nas Chińczycy.
(w zakresie budownictwa kolejowego)
Trzy lata temu Chińczycy rozpoczęli
prace nad koleją, która miała włączyć Tybet do chińskiego
systemu kolejowego. Pierwszy pociąg dotarł do Lhassy
3.7.2006, w sto trzydzieści lat po peruwiańskim
sukcesie Ernesta Malinowskiego. Do tego czasu peruwiańska linia
kolejowa była najwyższą tego rodzaju konstrukcją na
świecie. Dopiero po 130 latach rekord został pobity
kosztem kilku miliardów dolarów (ok. 4 miliardy $), z zastosowaniem
najnowocześniejszej techniki i nieograniczonych zasobów
ludzkich.

Najwyższy
punkt tej linii (przełęcz
Tangulla) leży na wysokości 5.072 m, zaledwie 284 m wyżej,
niż kolej andyjska. Długość linii chińsko-tybetańskiej
wynosi 1140 km (od Golmud w prowincji Qinghai do Lhassy
w Tybecie, teraz Xizang). Trzeba zaznaczyć, że prawie
na całym odcinku trasy szaleństwo geomorfologiczne
jest wręcz nie do opisania (p. mapka odcinka Lhassa -
Nagqu w pobliżu przełęczy Tangulla).
W czasie pierwszej podróży wagony były dotleniane, ale pasażerowie musieli przejeżdżać,
ze względów zdrowotnych, najwyższe odcinki na leżąco.
Lamowie i tybetańscy emigranci bardzo krytycznie odnoszą
się do tego posunięcia Chin. Widzą w tym zagrożenie
tybetańskiej tożsamości i kultury przez napływ Chińczyków,
których nie bardzo kochają. Trzeba jednak przyznać,
że Dalaj Lama zauważył, że sama linia nie jest zagrożeniem,
problemem jest sposób, w jaki będzie używana. A
to się okaże, choć rokowania są ponure, sądząc po
dotychczasowej polityce Chin w stosunku do mniejszości
narodowych.

[QZD09::097];[QCP02::006];[QEP38::034]090,091
w sieci: 9. 7. 2006
|
|