Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VII; No 1427

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Rolnicza galeria świętych patronów. 

Dla współczesnych dzieci, nawet w Nowej Zelandii, a i do niektórych starszych to się odnosi, jajka pochodzą ze szafy chłodniczej, ogórki mają plastikową skórkę, pomidory biorą się z profilowanych foremek pokrytych plastikiem i mają smak przemrożonych kartofli. 
Do niedawna jednak, szczególnie w Polsce, kiedy zdecydowana większość ludzi mieszkała na wsi lub w małych miasteczkach, każdy był w jakimś stopniu producentem rolnym. Dobór odmian dostosowany był do podniebienia, a nie do wymogów transportu i czasu przechowania w chłodni. W produkcji natomiast kierowano się niezawodnym terminarzem wyznaczanym świętymi wedle dni im poświęconym.
I tak na św. Macieja (24 luty; początek rolniczego roku wedle świętych patronów) należało wycinać drzewo przeznaczone do budowy. Optymalny biologicznie termin, liście opadły, soki jeszcze nie puściły. 
Na św. Grzegorza (12 marzec), jeśli pasowała pogoda, można było wysadzać rozsadę kapusty. 
Na św. Wojciecha (23 kwiecień) można było wyganiać inwentarz na wypas. 
Św. Marek (25 kwietnia) pozwalał na wysiew lnu. 
Dzień św. Filipa i Jakuba (l maja) wiązał się z początkiem siewu konopi.
 
Dzień Znalezienia Św. Krzyża (3 maja), oraz Podniesienie Św. Krzyża (14 września) to terminy strzyżenia owiec. 
Od św. Stanisława (8 maja) zaczynano siać grykę, a na św. Jana (24 czerwca) rozpoczynano sianokosy. 
Siew zboża zaczynał się w dzień lub w wigilię dnia Narodzenia Najświętszej Marii Panny (tzw. Matki Boskiej Siewnej - 8 września), a kończyć siewy należało na św. Mateusza (21 września) lub na św.
Michała (29 września). 
Na św. Jadwigi (15 października) kapusta już powinna być zebrana, a koniec prac polowych powinien zbiegać się ze św. Marcinem (11 listopada). 
I po kilku "dniach wolnych", na dzień św. Katarzyny (25 listopad), zabierano się za prace wykonywane w domu - przędzenie, tkanie, obrabianie pierza, szycie, łatanie. 
I tak, jak miejscowe czarownice nie rzuciły uroku, sąsiadka nie spojrzała złym okiem czy nie zadała czaru, można było spokojnie doczekać przednówka. 
A teraz idziemy do supermarketu, ładujemy wszystko na wózek, przywozimy do domu, składamy w lodówce i zamrażalniku, z tego około trzydzieści procent wyrzucamy po jakimś czasie, jako nieprzydatne do spożycia. I na tym kończy się nasz kontakt z przyrodą, rolnictwem i .. ze świętymi, a zaczyna się walka z tłuszczem na biodrach, łydkach i gdzie tam nie jeszcze.
 

[QZD09::082];[QAB05::684]
w sieci: 24.6.2006

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


styczeń 2006

v.85

  Site Meter