| |
Rolnicza galeria świętych
patronów.
Dla współczesnych dzieci, nawet
w Nowej Zelandii, a i do niektórych starszych to się
odnosi, jajka pochodzą ze szafy chłodniczej, ogórki
mają plastikową skórkę, pomidory biorą się z
profilowanych foremek pokrytych plastikiem i mają smak
przemrożonych kartofli.
Do niedawna jednak, szczególnie w Polsce, kiedy
zdecydowana większość ludzi mieszkała na wsi lub w
małych miasteczkach, każdy był w jakimś stopniu
producentem rolnym. Dobór odmian dostosowany był do
podniebienia, a nie do wymogów transportu i czasu
przechowania w chłodni. W produkcji natomiast kierowano się
niezawodnym terminarzem wyznaczanym świętymi wedle dni
im poświęconym.
I tak na św. Macieja (24 luty; początek rolniczego
roku wedle świętych patronów) należało wycinać
drzewo przeznaczone do budowy. Optymalny biologicznie termin, liście
opadły, soki jeszcze nie puściły.
Na św. Grzegorza (12 marzec), jeśli pasowała pogoda,
można było wysadzać rozsadę kapusty.
Na św.
Wojciecha (23 kwiecień) można było wyganiać
inwentarz na wypas.
Św. Marek (25 kwietnia) pozwalał
na wysiew lnu.
Dzień św. Filipa i Jakuba (l maja)
wiązał się z początkiem siewu konopi.
Dzień
Znalezienia Św. Krzyża (3 maja), oraz Podniesienie Św.
Krzyża (14 września) to terminy strzyżenia owiec.
Od
św. Stanisława (8 maja) zaczynano siać grykę, a na
św. Jana (24 czerwca) rozpoczynano sianokosy.
Siew zboża
zaczynał się w dzień lub w wigilię dnia Narodzenia
Najświętszej Marii Panny (tzw. Matki Boskiej Siewnej -
8 września), a kończyć siewy należało na św.
Mateusza (21 września) lub na św. Michała (29
września).
Na św. Jadwigi (15 października)
kapusta już powinna być zebrana, a koniec prac polowych
powinien zbiegać się ze św. Marcinem (11 listopada).
I po kilku "dniach wolnych", na dzień św.
Katarzyny (25 listopad), zabierano się za prace
wykonywane w domu - przędzenie, tkanie, obrabianie
pierza, szycie, łatanie.
I tak, jak miejscowe czarownice nie rzuciły uroku, sąsiadka
nie spojrzała złym okiem czy nie zadała czaru, można
było spokojnie doczekać przednówka.
A teraz idziemy do supermarketu, ładujemy wszystko na wózek,
przywozimy do domu, składamy w lodówce i
zamrażalniku, z tego około trzydzieści procent
wyrzucamy po jakimś czasie, jako nieprzydatne do spożycia.
I na tym kończy się nasz kontakt z
przyrodą, rolnictwem i .. ze świętymi, a zaczyna się
walka z tłuszczem na biodrach, łydkach i gdzie tam nie
jeszcze.

[QZD09::082];[QAB05::684]
w sieci: 24.6.2006
|
|