|
Kolekcjonerzy kont
bankowych i inna swołocz internetowa.
Wraz z lawinowym rozwojem handlu internetowego zwiększyła
się możliwość zdalnego okradania kont bankowych.
Same numery kont bankowych, dane dotyczące właścicieli,
dane dotyczące różnych banków nabrały wartości
handlowej.
Tak jak zbieranie adresów e-mailowych i ich
odsprzedawanie firmom reklamowym stało się źródłem
dochodu wielu cwaniaków (za kilkadziesiąt dolarów można
dostać na dysku ponad milion posegregowanych adresów),
tak dysponowanie danymi bankowymi może się opłacać,
jeśli się wie, jak te dane spożytkować.
Oprócz różnego rodzaju podglądactwa - niedawno nawet
w Nowej Zelandii wykryto siatkę zbieraczy danych
bankowych z bankomatów - można zbierać dane bankowe
prowadząc umiejętnie korespondencję internetową.
Pisze się fikcyjne listy wyrażające zainteresowanie
np kupnem nieruchomości czy urządzeń fabrycznych, wyłudza
się od oferenta dane bankowe, co bardzo ułatwia
dobranie się do konta. Niestety, proceder ten znalazł
swoich amatorów także w Polsce. Są osoby podające się
za biznesmenów, prowadzą negocjacje handlowe, a
dostawszy czego oczekują, znikają z sieci. Niedawno otrzymałem list - tzw łańcuszek szczęścia -
wystarcza wpisać swoje konto bankowe, rozesłać list
do wielu osób, które wpłacą małą sumę, i nagle
stajemy się bogaczami. Rzecz była modna z adresami
swego czasu, a teraz dochodzą konta bankowe. Oba
opisane przypadki są rodem z Polski (z @o2.pl; działa
tu przygłup podający się za Blake Lewisa, pełnomocnika
znanej firmy), ale
podobne listy mam z innych krajów, Włoch, Chin, Rosji,
a nawet z Tanzanii.
Warto jeszcze wspomnieć, skoro jesteśmy przy
sieciowych oszustwach, o interesującej kombinacji
internetu ze światową siecią telefoniczną. Otóż są
amatorzy, drobnych wprawdzie dochodów, zgłaszają się
do grubych oferentów handlowych, wyrażają na przykład
zainteresowanie zakupem fabryki, ziemi czy jachtu
i proszę o telefoniczne skontaktowanie się nimi.
Wykręcenie numeru oznacza połączenie się płatną
linią telefoniczną, jaką dysponują na przykład wróżbiarze,
astrolodzy czy tele-znachorzy. Przeciągają rozmowę, a
rachunek rośnie. Mogą w ten sposób zarobić
kilkadziesiąt dolarów dziennie, co w niektórych
krajach oznacza fortunę. Znam takie przypadki z Włoch
i Ameryki Łacińskiej.
[QZD09::077]
w sieci: 24.6.2006
|
|