| |
Ja, loteryjny szczęściarz,
OMC.
Inny,
bardziej naiwny od poprzednio
omawianego, sposób naciągania naiwniaków, to
powiadamianie o poważnych sumach wygranych na loterii.
Dowiadujemy się, że jakaś firma promocyjna prowadziła
loterię i szczęśliwy adresat wygrał kilkaset tysięcy
dolców lub euro. Szczęsliwy adresat otrzymuje numer
losu i adres kontaktowy, skąd otrzyma wygraną sumę.
Ma tylko trzymać buzię ze względu na możliwość fałszywych
zgłoszeń. Niektóre firmy są na tyle bezczelne, że
grożą postępowaniem sądowym za zdradzenie
komukolwiek swojego szczęścia. Powiadomiłem taką
firmę o zdradzeniu swojego szczęścia na stronach
internetowych i domagałem się wszczęcia postępowania sądowego. Jak dotąd cisza.
Kiedy jednak zgłosić się na wskazany adres (często
podawany z miastem, ulicą, telefonem i nazwiskiem urzędnika),
udając że sprawę traktujemy poważnie,
dowiadujemy się, że należy wpłacić kilka tysięcy
na pokrycie kosztów formalnych. Nie wpłaciłem, ale
widocznie są tacy, którzy wpłacają. Inaczej proceder
by nie funkcjonował. Takie
dobroczynne firmy działają z Holandii, Anglii, Włoch,
a ostatnio też z Australii..
'Przedsiębiorstwa' te zadają sobie wiele trudu, żeby
produkować bardzo udane dokumenty, jak ten obok..
[QZD09::075][QLE14::038]
w sieci: 17.6.2006
|
|