|
Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VII; No 1418 |
|
Jedno zdumienie dziennie... |
||
|
Błękitnidło. Zapomniane słowo, zapomniana praktyka. Błękitnidło, była to farbka do podbarwiania delikatnych żyłek na policzkach i skroniach arystokratycznych dam, używana wcale nie tak dawno, bo jeszcze jakieś 150 lat temu. Chodziło o to, żeby jasno wykazać wszem i wobec, że ma się błękitną krew, że jest się prawdziwą, z krwi i kości arystokratką. Nie mogę dojść skąd idea błękitnokrwistości arystokracji się wzięła i była powszechnie uznawana, wbrew tysiącom eksperymentów przeprowadzanych na oczach gawiedzi, gdzie każdy mógł się przekonać, że nawet królowie mają zwykłą, czerwoną krew. Widać to wyraźnie na ilustracji przedstawiającej egzekucję króla Ludwika XVI. Nie znam też składu chemicznego tego kosmetyku, przypuszczam, że to niebieskie sole żelaza.
Tak się ewolucyjnie złożyło,
że większość zwierząt (w tym wszystkie ssaki) ma krew
czerwoną, a barwa ta wynika z koloru białkowych związków
żelaza odgrywających zasadniczą rolę w procesach
oddechowych. Ale przyroda pełna jest wyjątków. Żachwy
(Ascidiacea - gromada strunowców), prymitywne dość,
osiadłe zwierzęta morskie mają krew błękitną, choć
nie mają żadnych cech arystokratyczności. Przy tym
barwa ta jest nie związana z żelazem, ale z wanadem,
który wspaniale potrafią wyfiltrować z wody morskiej, gdzie
występuje w niskim stężeniu. Niebieską krew, w
formie utlenowanej mają też pająki, a także wiele stawonogów
morskich i mięczaków. Kolor i funkcja ich krwi nie
zależy jednak ani od żelaza, ani od wanadu, ale od
miedzi związanej w hemocyaninie. Tak więc widać, że
błękitnokrwistość to nie domena
arystokracji. [QZD09::072];[QAB05::107]p35;ART27-35-234;[QEP37::077];[QEP37::085];[TZE01-061] |
witrynę prowadzi |