| |
Niemcy w
Auschwitz-Birkenau.
Doktor Johann
Paul Kremer, zeznanie na procesie załogi Auschwitz,
Kraków 1947:
2 wrzesień 1942, godz. 3 po poł.
Wyznaczono mnie do wzięcia udziału w akcji gazowania
ludzi. Te mordy masowe miały miejsce w małych domkach w lasku poza obozem Birkenau. Domki te w slangu
SS-manów nazywano 'bunkers'. Wszyscy lekarze SS na służbie
w obozie brali udział w gazowaniu wedle wyznaczonej
kolejności. Nazywano to 'Sonderaktion' (akcja
specjalna). Moja rola jako lekarza w gazowaniu polegała
na byciu w pogotowiu w pobliżu 'bunkrów'. Przywieziono
mnie tam samochodem. Siedziałem na przedzie z
kierowcą, w tyle samochodu siedział sanitariusz z
aparatem tlenowym, by udzielić pomocy SS-manom zajętym
gazowaniem, na wypadek gdyby któryś uległ zatruciu
trującymi oparami.
Kiedy transport z ludźmi przeznaczonymi do gazowania
przybył na rampę kolejową, oficerowie SS wybierali
spośród nowoprzybyłych osoby zdolne do pracy, podczas
gdy reszta - ludzie starzy, wszystkie dzieci, kobiety z
dziećmi w ramionach i inne osoby uznane za niezdolne do
pracy załadowywano na ciężarówki i odwożono do komór
gazowych. Prowadzono ich do baraków, gdzie byli
rozbierani i szli nago do komór gazowych.
Bardzo często nie było żadnych incydentów, jako że
SS-mani trzymali ludzi cicho, zapewniając, że idą do
kąpieli i odwszawiania. Po wprowadzeniu wszystkich do
komór gazowych zamykano drzwi i SS-man w masce gazowej
wrzucał zawartość puszki Cyclonu (sic) przez otwór w
ścianie bocznej. Krzyki i wrzaski ofiar słychać było
przez otwór i było rzeczą oczywistą, że walczyli o
życie. Krzyki te słyszano bardzo krótko.
Papież
Benedykt XVI.
28 maj,
2006.
Ostatnim etapem pielgrzymki papieża, na którym skupiły
uwagę media zagraniczne, był obóz Auschwitz-Birkenau.
Papież przeszedł samotnie przez bramę "Arbeit macht frei" i
szedł tak aż pod ścianę straceń, w zupełnej ciszy. Potem
przeszedł wzdłuż szpaleru byłych więźniów
Auschwitz, rozmawiał z nimi, ściskał im ręce, ktoś wręczył
mu zdjęcie. W celi śmierci Maksymiliana Kolbe modlił się
przy świecy, zostawionej tam przez Jana Pawła II w 1979 r. W Birkenau, kiedy
papież przechodził wzdłuż pomnika, zatrzymując się
przy kolejnych tablicach, padał rzęsisty deszcz i wiał
porywisty wiatr. Chwilę potem przestało padać i na niebie
pojawiła się tęcza, niczym niebiański znak pojednania. Po modlitwach w
językach romskim, polskim, hebrajskim, rosyjskim i angielskim,
modlitwę po niemiecku, pierwszy i ostatni raz w tym języku
podczas tej pielgrzymki, odmówił papież.
------------------------
"Ja przychodzę tutaj jako syn narodu niemieckiego i dlatego
muszę i mogę powtórzyć za moim poprzednikiem: Nie mogłem
tutaj nie przybyć – przemawiał papież Ratzinger. Przybyć
tu musiałem. Był to i jest obowiązek wobec prawdy, wobec tych, którzy tu cierpieli,
obowiązek wobec Boga: jestem tu jako następca Jana Pawła
II i jako syn narodu niemieckiego - syn tego narodu, nad którym grupa zbrodniarzy
zdobyła władzę przez zwodnicze obietnice wielkości, przywrócenia honoru i znaczenia narodowi,
roztaczając perspektywy dobrobytu, ale też stosując terror i zastraszenie, by
posłużyć się narodem jako narzędziem swojej żądzy
zniszczenia i panowania."
Czyżby
jednak świat się poprawiał?

Donosy,
PAP
[QZD09::064];[QRE02::221]p231;[QEP36::154]
w sieci: 3. 6. 2006
|
|