Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VII; No 1372

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Zabawy w tatuaż.

Jeszcze sto, sto kilkadziesiąt lat temu młodzież po wsiach i osadach oddawała się przemiłej zabawie. W zabawie uczestniczyli ośmio- dziesięcioletni chłopcy i dziewczęta obserwowani i oceniani przez dorosłych.
Każdy z uczestników otrzymywał tykwę (miejscowe dynie o wielu odmianach różniących się kształtem owoców, używane do najróżniejszych celów gospodarskich i ozdobnych) i zabierał się za tatuowanie. Najpierw wycinano w dyni oczy, nos, usta, uszy robiono z wiązek piór, głowa mogła być otoczona piórami, nakrycie głowy z wodorostów, itp. Nie wolno było naśladować ozdób charakterystycznych dla żyjących członków grupy czy rodu, nie wolno było robić karykatur. Potem nanoszono wzór tatuażu, także szanując godność osobistą starszych. Chłopcy nanosili czarne wzory męskie na swojej dyni posługując się sokiem tutu (Coriaria) lub kakariki (
nieokreślony krzew), dziewczęta używały najchętniej sok pohutukawa (Metrosideros), niebieską ziemię pukepoto, motywy kwieciste dobrze wychodziły naszkicowane czerwoną ochrą. 
Po wykonaniu dzieła ustawiano rządkiem wszystkie dynie z modelami tatuażu w miejscu publicznym, schodzili się starsi i oceniali. Potem następowała uczta, gdzie dania przygotowane przez młodzież miały poczesne miejsce.
Wszystko to działo się na długo przez telewizją i grami komputerowymi, a zapoczątkowane było dawno przed przybyciem białych zdobywców na Ziemię Białej Długiej Chmury zwaną Aotearoa, potem nazwaną Nową Zelandią.
Nic dziwnego, że z tak zabawiających się dzieci wyrastali mistrzowie tatuażu produkujący 'żywe' dzieła sztuki jak niżej, które tak zdumiewały białych zdobywców i  podróżników. 

 

[QZD08::086];[QNK25::009];ART31-019p035
w sieci: 29. 4. 2006

 
.

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


kwicień 2005

v.55

  Site Meter