| |
Zabawy
w tatuaż.
Jeszcze sto, sto kilkadziesiąt lat
temu młodzież po wsiach i osadach oddawała się
przemiłej zabawie. W zabawie uczestniczyli ośmio-
dziesięcioletni chłopcy i dziewczęta obserwowani i
oceniani przez dorosłych.
Każdy z uczestników otrzymywał tykwę (miejscowe
dynie o wielu odmianach różniących się kształtem
owoców, używane do najróżniejszych celów
gospodarskich i ozdobnych) i zabierał się za
tatuowanie. Najpierw wycinano w dyni oczy, nos, usta,
uszy robiono z wiązek piór, głowa mogła być
otoczona piórami, nakrycie głowy z wodorostów, itp.
Nie wolno było naśladować ozdób charakterystycznych
dla żyjących członków grupy czy rodu, nie wolno było
robić karykatur.
Potem nanoszono wzór tatuażu, także szanując godność
osobistą starszych. Chłopcy nanosili czarne wzory męskie
na swojej dyni posługując się sokiem tutu (Coriaria)
lub
kakariki (nieokreślony krzew), dziewczęta
używały najchętniej sok pohutukawa (Metrosideros),
niebieską ziemię pukepoto, motywy kwieciste dobrze
wychodziły naszkicowane czerwoną ochrą.
Po wykonaniu dzieła ustawiano rządkiem wszystkie dynie
z modelami tatuażu w miejscu publicznym, schodzili się
starsi i oceniali. Potem następowała uczta, gdzie
dania przygotowane przez młodzież miały poczesne
miejsce.
Wszystko to działo się na długo przez telewizją i
grami komputerowymi, a zapoczątkowane było dawno przed
przybyciem białych zdobywców na Ziemię Białej Długiej
Chmury zwaną Aotearoa, potem nazwaną Nową Zelandią.
Nic dziwnego, że z tak zabawiających się dzieci
wyrastali mistrzowie tatuażu produkujący 'żywe' dzieła
sztuki jak niżej, które tak zdumiewały białych
zdobywców i podróżników.

[QZD08::086];[QNK25::009];ART31-019p035
w sieci: 29. 4. 2006
|
|