| |
Pomiar stresu, czyli stresometria.
Wiadomo,
wszyscy jesteśmy zestrosowani tym czy owym, stresy się
sumują i na to we współczesnym życiu nie ma rady. Można
tylko starać się o to, by stresować się mniej, czyli
faktycznie zawsze wybierać najmniejsze zło, a że
dobro też stresuje, często najmniejsze dobro...
W każdym razie warto zważyć, ile to stresu nosimy na
grzbiecie i ewentualnie najważniejsze 'stresory' zrzucić
z grzbietu.
W latach sześćdziesiątych Thomas Holmes i Richard
Rahe podjęli próbę opracowania skali stresu na
podstawie której można zważyć swoje stresowe obciążenie
i ewentualnie odpowiednio zadziałać.
Wystarczy podliczyć swoje punkty za ostatni rok, i już
wiemy co i jak.
150 punktów oznacza, że mamy 50-procentową szansę chorować w
najbliższym czasie na choroby związane ze stresem. 300
punktów podnosi tę szansę do 90 %. To już prawie
pewność, że popadniemy w zdrowotne kłopoty w najbliższym
czasie.
A jakie to kłopoty? Ano, jest tego cała gama włącznie
z myślami samobójczymi, chorobami sercowo-naczyniowymi
i ogólnym spadkiem odporności.
Jest kilka wersji tabeli Holmesa-Rahe związanych z różną
metodyką badań, jest też specjalna tabela dla młodocianych,
ale istota rzeczy jest ta sama. Trzeba zauważyć, że
wraz ze zmieniającym się stylem życia, na tabeli tej
dokonuje się pewnych przesunięć. Na przykład
zdewaluowała się waga rozwodu, małżeństwa i utraty
pracy. Zauważmy, że na liście są też zmiany
pozytywne, jak poważne osiągnięcia czy ukończenie
edukacji.
[QZD08::058];[QHB01::048];[QEP31::070];[QEP01::071]
w sieci: 19.3.2006
|
|