| |
Buntownicy z bilioteki.
Nowozelandczycy to na ogół
spokojny narodek, trudny do rozruszania do poziomu
publicznych protestów czy buntu. Ostatnia fala strajków
miała miejsce wiele lat temu, a jednym z ciekawszych przypadków
była manifestacja w obronie polskiej wolności
w czasie wojny jaruzelskiej.
Kilka dni temu w jednej z dzielnic Auckland - Te Atatu,
wzburzeni mieszkańcy wyszli na ulice w obronie swojej
biblioteki. Miasto chce zamknąć bibliotekę twierdząc,
że jest mało uczęszczana, że za kilka dni będzie
otwarta nowa biblioteka w odległości kilku kilometrów,
że dzielnica będzie włączona w system obsługi
bibliobusami - nic nie pomogło, ludzie ruszyli pod
budynek władz dzielnicowych, domagali się posłuchu,
itp.
A trzeba zauważyć, że w zakresie obsługi
bibliotecznej Nowa Zelandia jest na wyjątkowo wysokim
poziomie. We wszystkich dzielnicach są biblioteki lub
regularnie dojeżdżają olbrzymie bibliobusy, każda
biblioteka wyposażona jest w komputery dostępne
czytelnikom, są duże kolekcje zbiorów specjalnych - materiałów
muzycznych, nagrań książek, prowadzi się zajęcia
dla dzieci, kursy komputerowe, katalogi dostępne są w
sieci, książki można rezerwować poprzez Internet, można
sprowadzać szybko i tanio książki z innych bibliotek.
Oczywiście wszędzie jest pełen dostęp do półek i
wypożyczanie w pełni skomputeryzowane. Powstają też
nowe biblioteki budowane z olbrzymim rozmachem -
ostatnio tylko w najbliższej mojej okolicy otworzono
cztery wspaniale wyposażone kompleksy
biblioteczne.
Wojnę o miejscową bibliotekę teatatuańczycy pewnie przegrają, ale jakże miło słyszeć, że w
obronie biblioteki ludzie gotowi są wyjść na ulice..

  
Western Leader 24.2.2006
[QZD08::089]
w sieci:12.3.2006
|
|