| |
Pchli
cyrk.
Dziś
trudno nam pojąc co robili ludzie w chwilach wolnych,
kiedy nie było telewizji, gier komputerowych, list
dyskusyjnych i czatów, a nawet radia. Oczywiście
rozmnażali się, ale i to, z natury rzeczy, nie zapełnia
całego wolnego czasu. Były więc różne imprezy jak teatr,
opera (nieuprawiana w NZ!), kino itp. Dla gawiedzi
natomiast były pchle cyrki.
Pełni inicjatywy przedsiębiorcy zbierali kilkanaście
pcheł, o co nie było trudno, najpierw okiełzywano je
odpowiednią uprzężą, żeby uniemożliwić im
niekontrolowane skakanie, potem ubierano w najróżniejsze
stroje, dodawano wyposażenie - szable, powozy,
odpowiedni pejzaż, i cyrk był gotów.
W początkach XIX wieku cyrki pchle cieszyły się dużym
powodzeniem, patronowali im członkowie rodów królewskich,
przeżywano przedstawiane sceny, jak teraz losy
Madonny.
W
programie londyń- skiego cyrku pchlego pod patronatem
jej Królewskiej Wysoko- ści Księżny Augusty był
pchli pojedynek, powóz ciągniony przez pchli zaprzęg
z pchlim stangretem, taniec na linie, scenki domowe,
pchli Herkules, a także Napoleon jadący na pchle.
Musiał to być numer szczególnie miły po zwycięstwie
pod Waterloo. A wszystko za jednego szylinga.
Ciekawe, czy teraz, kiedy skonstruowano już
monomolekularny samochodzik, wpadł ktoś na pomysł założenia
cyrku molekularnego, w którym by przedstawiono np
Putina ujeżdżającego monomolekurną łódź atomową
lub Busha na rakiecie kosmicznej. Oczywiście cyrk taki
można by oglądać wyłącznie pod mikroskopem
elektronowym, ale ubaw by był z takiego połączenia
nanotechniki z polityką.

[QZD08::071];ART28004-100,104,116
w sieci: 25.2.2006
|
|