Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VII; No 1256

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Co żołnierz ma w majtkach.

Oczywiście żołnierz ma przede wszystkim walczyć w majtkach w obronie unijnej ojczyzny, no i w nich chodzić, kiedy nie walczy. Kiedy jednak nie walczy, nie powinien cuchnąć. Miło słyszeć, że przeciwko temu podjęto zdecydowaną walkę w przodujących armiach świata. Jest jeszcze pewien ogólniejszy aspekt tej sprawy. Otóż ostatnie dziesięciolecia w obyczajowości odznaczają się awersją do osobistych zapachów. Wolno dżentelmenowi cuchnąć hormonami płciowymi piżmowca czy bobra, ale nie wolno swoimi. To samo dotyczy damskiej połowy ludzkości. Sprawę komplikuje jeszcze fakt, że miliardy bakterii, które zasiedlają naszą skórę, kochają zjadać wszystko co się na niej pojawi wydzielając przy tym lotne składniki o niemiłym zapachu. Oczywiście najprostszym sposobem jest mycie. Ale nie wszyscy to lubią (wiadomo, częste mycie skraca życie), no i nie zawsze istnieją po temu możliwości. W sytuacjach frontowych może się zdarzyć, że trzeba przez kilka dni obywać się bez zabiegów kosmetycznych, przypuszczam także, że tirówek może to także dotyczyć.
Ale wreszcie znaleziono na to sposób. Okazuje się, że jeśli włókno z którego wykonane są majtki (jak i inna bielizna osobista) zawiera srebro, problem tzw. 'zapachu osobistego' daje się do pewnego stopnia opanować . Już jeden procent srebra w materiale rozwiązuje sprawę. Na wszelki wypadek bielizna wojskowa, w którą zaopatruje się amerykańskich żołnierzy wysyłanych do spełniania zadań specjalnych, zawiera aż pięć procent tego metalu w postaci włókien. 
Srebro, jako metal szlachetny niechętnie wchodzi w związki chemiczne, ale stężenie jonów srebrowych w otoczeniu włókien srebra jest dostatecznie wysokie, by hamować rozwój bakterii. Tak więc skóra otoczona materiałem ze srebrnymi włóknami przestaje być optymalnym środowiskiem dla rozwoju bakterii i można wytrzymać w towarzystwie żołnierza odpowiednio dłużej bez kręcenia nosem. 
Warto tu wspomnieć o złotogłowiach i srebrogłowiach, w których kochała się szlachta polska i arystokracja, szczególnie za czasów Zygmunta III. Zapewne chodziło tu nie tylko o złoty blichtr, ale też o konkretne skutki zapachowe. Złotogłów był często tkaniną zawierającą nici złote, jak i srebrne, przy tym nici srebrne, wystawione na działanie niemiłych zapachowo związków siarki czerniały, ale złocisty blichtr podtrzymywany był włóknami złotymi. Interesujący przypadek połączenia mody z praktyką. 

 

[QZD08::031];[QEP25::149];[QAB05::107]p293
w sieci: 1.1.2006

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


grudzień 2005

v.85

  Site Meter