Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545 No 956

 

Jedno zdumienie dziennie...

 

 zestawienia tematyczne 

.

Mycie jako pokuta.

Od czasów antyku jedynie średniowiecze hołdowało czystości, zarówno duszy (choć różnie z tym tu i ówdzie bywało), jak i ciała. Nic dziwnego, że spowiednicy zadawali często - w ramach pokuty za grzechy - unikanie łaźni. Jedna z popularnych w tym czasie praktyk wielkopostnych była rezygnacja z mycia wybranych części ciała (przy czym najpobożniejsi nie myli się zupełnie). Aby zasłużyć na życie wieczne, asceci chętnie wyrzekali się wszelkich uciech cielesnych - a wśród nich także i kąpieli. Śluby czystości okazywały się więc - de facto - ślubami niechlujstwa...
Kronikarze i hagiografowie z lubością i czcią spisywali bohaterskie dzieje świętych mężów. Przykładem - Benedykt z Aniane. W całym swoim życiu nie wykąpał się ani razu. Na ciele tego świątobliwego człowieka "wielkie mnóstwo wszy roiło się, pożerając jego wychudłe już od postów członki". 
Opowiadano też o mnichu - wielce pobożnym i wielce brudnym - który stał się (nie wiedzieć czemu) obiektem westchnień pewnej damy. Gdybyż na westchnieniach się skończyło... Dama jednakże zapałała żądzą i zapragnęła dąć jej upust. Trwała w uporze, głucha na tłumaczenia, nieczuła na prośby, aż wreszcie zdesperowany braciszek obnażył się przed roznamiętnioną adoratorką. Niemyte, zaniedbane ciało podziałało lepiej niż szklanka wody "zamiast".
Tak przynajmniej powiada Małgorzata Sokołowska w pięknej książeczce 'Myć się czy wietrzyć?".

oprac: Anna Rzędowska (Piotrków Tryb.) 

[QZD04::032]
w sieci: 5.3.2005


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia


lipiec 2004

v.53

  Site Meter