| |
Wirusowe
obrachunki (2).
Niepotrzebne wydatki na nadmiarowe
komputery i programy zabezpieczające to nie wszystko
w tym internetowym horrorze.
Sprawne i względnie bezpieczne używanie
komputera wymaga co najmniej dwóch godzin tygodniowo na zabiegi
'higieniczne' - sprawdzanie systemu, uzupełnianie
programów zabezpieczających przez ściąganie 'łat'
(patches), ewentualnie uruchamianie 'ghostów' i łatanie
braków, produkowanie nieskończonej liczby 'backupów',
usuwanie spamów i listów zawirusowanych ze skrzynki, itp. To nader skromne wyliczenie daje
nam ponad 100 godzin rocznie straconych zupełnie
niepotrzebnie, na dodatek na zajęcia najczęściej
bardzo stresujące.
Nie licząc strat zdrowotnych omówionych
poprzednio, które mogą być bardzo wielkie w zależności
od użytkownika, sam czas stracony w skali życia netonauty (50 lat przy
komputerze), to 5000 zmarnowanych godzin, czyli prawie
siedem miesięcy życia, albo prawie dwa lata ośmiogodzinnych
dni pracy. Czas, który można by wykorzystać na
naukę czy rozrywki.
Dla porównania, zanieczyszczenie powietrza w krajach
europejskich skraca życie mieszkańców tylko o dziewięć miesięcy.
Jeśli dodać koszta stresu, jakiego doznaje internauta,
wychodzi na to, że społeczne koszta szkodnictwa
internetowego przewyższają szkody wyrządzane
przez zanieczyszczenia atmosfery powodowane działalnością
przemysłową.
Przeciwko skażeniom przemysłowym zmobilizowano
wszystkie rządy i organizacje społeczne, tymczasem
sprawy szkodnictwa internetowego pozostają praktycznie
nietknięte przez legislację, ani nie są
traktowane tak jak być powinny przez instytucje i
organizacje bezpośrednio odpowiedzialne za działalność
Internetu i produkcję sprzętu
komputerowego.
Wbrew różnym opiniom, techniczne możliwości
ograniczenia nadużyć internetowych istnieją. Do tego
by je egzekwować potrzebna jest współpraca w skali międzynarodowej
zarówno dostawców usług internetowych jak i organów
kontroli. Internet, w swoich idealistycznych założeniach
- wolność słowa dla wszystkich i nieograniczona
wymiana informacji - w praktyce nie zdaje
egzaminu, jak i inne utopijne idee. Internet okazuje się
być forum dla uczciwych użytkowników, dla wariatów,
fanatyków i szaleńców, szkodników, wreszcie oszustów,
przestępców i kryminalistów na światową,
niespotykaną dotąd skalę. Biorąc pod uwagę liczbę
fałszywych i niechcianych informacji dostarczanych
przez Internet, wygląda na to, że jesteśmy opanowani
przez dezinformację. Internet bez
ograniczeń byłby dobry, jak i komunizm czy socjalizm,
ale w świecie aniołów. W realnym świecie ograniczenia
nadużyć są niezbędne. Sprawa dojrzewa do radykalnych posunięć.
[QZD05::038];[QNT81::043];[QRE15::108]109,117
|
|