Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545 No 951

.
 

Wirusowe obrachunki (2).

Niepotrzebne wydatki na nadmiarowe komputery i programy zabezpieczające to nie wszystko w tym internetowym horrorze. 
Sprawne i względnie bezpieczne używanie komputera wymaga co najmniej dwóch godzin tygodniowo na zabiegi 'higieniczne' - sprawdzanie systemu, uzupełnianie programów zabezpieczających przez ściąganie 'łat' (patches), ewentualnie uruchamianie 'ghostów' i łatanie braków, produkowanie nieskończonej liczby 'backupów', usuwanie spamów i listów zawirusowanych ze skrzynki, itp. To nader skromne wyliczenie daje nam ponad 100 godzin rocznie straconych zupełnie niepotrzebnie, na dodatek na zajęcia najczęściej bardzo stresujące.
Nie licząc strat zdrowotnych omówionych poprzednio, które mogą być bardzo wielkie w zależności od użytkownika, sam czas stracony w skali życia netonauty (50 lat przy komputerze), to 5000 zmarnowanych godzin, czyli prawie siedem miesięcy życia, albo prawie dwa lata ośmiogodzinnych dni pracy. Czas, który można by wykorzystać na naukę czy rozrywki. 
Dla porównania, zanieczyszczenie powietrza w krajach europejskich skraca życie mieszkańców tylko o dziewięć miesięcy. Jeśli dodać koszta stresu, jakiego doznaje internauta, wychodzi na to, że społeczne koszta szkodnictwa internetowego przewyższają szkody wyrządzane przez zanieczyszczenia atmosfery powodowane działalnością przemysłową.
Przeciwko skażeniom przemysłowym zmobilizowano wszystkie rządy i organizacje społeczne, tymczasem sprawy szkodnictwa internetowego pozostają praktycznie nietknięte przez legislację, ani nie są traktowane tak jak być powinny przez instytucje i organizacje bezpośrednio odpowiedzialne za działalność Internetu i produkcję sprzętu komputerowego. 
Wbrew różnym opiniom, techniczne możliwości ograniczenia nadużyć internetowych istnieją. Do tego by je egzekwować potrzebna jest współpraca w skali międzynarodowej zarówno dostawców usług internetowych jak i organów kontroli. Internet, w swoich idealistycznych założeniach - wolność słowa dla wszystkich i nieograniczona wymiana informacji - w praktyce nie zdaje egzaminu, jak i inne utopijne idee. Internet okazuje się być forum dla uczciwych użytkowników, dla wariatów, fanatyków i szaleńców, szkodników, wreszcie oszustów, przestępców i kryminalistów na światową, niespotykaną dotąd skalę. Biorąc pod uwagę liczbę fałszywych i niechcianych informacji dostarczanych przez Internet, wygląda na to, że jesteśmy opanowani przez dezinformację. Internet bez ograniczeń byłby dobry, jak i komunizm czy socjalizm, ale w świecie aniołów. W realnym świecie ograniczenia nadużyć są niezbędne. Sprawa dojrzewa do radykalnych posunięć. 

[QZD05::038];[QNT81::043];[QRE15::108]109,117

 
.

 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


wrzesień  2004

v.55

  Site Meter