| |
Wirusowe
obrachunki (1).
Liczba komputerów domowych (tzw.
PCetów), jakimi posługują się ludzie na całym świecie
jest olbrzymia, wręcz niepokojąca. Obecnie funkcjonuje
ich ponad 600 milionów, a ocenia się, w roku 2010
liczba ta przekroczy 1,3 miliarda. Drugie tyle pozostaje
na usługach biur, urzędów, firm, armii, gangów,
terrorystów, itp.
Nie wiadomo dlaczego najbardziej ukomputerowani są
mieszkańcy maleńkiej republiki San Marino. Przypada
tam 738 komputerów na tysiąc mieszkańców. Na drugim
miejscu są Amerykanie (574 na tysiąc mieszkańców).
Wysoko plasują się kraje skandynawskie, Australia jest
w pierwszej dziesiątce z 460 komputerami na głowę.
W skali światowej już teraz co dziesiąty mieszkaniec
dysponuje komputerem, wliczając kraje takie jak Czad
czy Boliwia, a także dzieci, starców, analfabetów
itp.
Tymczasem, tak jak każda dziedzina ludzkiej działalności,
komputery i Internet opanowane są ciężkim
schorzeniem, na którego leku jakoś nie widać.
Bywają okresy, kiedy 70 procent poczty internetowej to
tzw. spamy lub listy obarczone wirusami, końmi trojańskimi,
robakami, czy wszawicą internetową. W kilka minut po włączeniu
się do sieci niechroniony komputer już 'łapie'
wirusa, czasem bardzo niebezpiecznego dla danych czy używanych
programów. Doszło do tego, że co bardziej uzależnieni
od sieci użytkownicy muszą mieć dwa czy trzy
komputery, żeby jakoś uchronić się przed
uszkodzeniami. Jeden do pracy, sterylny, nie kontaktujący
się ze światem, do którego przenosi się zdobyte
informacje po dokładnym sprawdzeniu. Drugi włączony
do sieci, zaopatrzony we wszelkie możliwe osłony
antywirusowe no i 'ghosta'. Jak coś niepożądanego
wpakuje się na dysk, ruszamy z komputerem od
zera.
Ale wszystko to kosztuje i czas i pieniądze, no i
nerwy.
Około 10 procent komputerów to właśnie ta awangarda
wystawiona na zarazki. Licząc, że średniej jakości
komputer kosztuje około 500 US$, mamy już w skali światowej
niepotrzebnie wydanych 30 miliardów US$. Koszt średniej
jakości programów ochronnych, które trzeba odnawiać
co roku, w które zaopatrzonych jest coraz więcej komputerów (pewnie ponad 50 % używanych maszyn),
wynosi przynajmniej 100 US$. Mamy więc niebagatelną sumę
w skali światowej - 30 miliardów US$, zupełnie niepotrzebnie
wydaną tylko ze względu na szkodników. Razem więc
prywatni użytkownicy Internetu ponoszą straty przekraczające 60 miliardów US$,
(nie licząc kosztów przedłużonego
używania łączy, telefonów itp). Do tego trzeba dodać
olbrzymie koszta jakie ponoszą chroniąc się przed
internetowym szkodnictwem wszelkie instytucje, firmy,
urzędy państwowe i międzynarodowe, wojsko i przemysł.
Łącznie więc ludzkość traci wiele setek miliardów
dolarów na internetowe szkodnictwo.
Warto porównać tę
sumę z budżetami wielu państw, budżetami organizacji
społecznych, czy kosztami wyżywienia w krajach
trzeciego świata. Wybudowanie szpitala światowej klasy od fundamentów, z pełnym wyposażeniem i
rocznymi kosztami bieżącymi mieści się w granicach
300.000.000 US$. Tyle samo kosztuje wybudowanie i prowadzenie
porządnego uniwersytetu.
(c.d. o
obrachunkach)
[QZD05::033];[QNT81::043];[QRE15::108]109,117
|
|