Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VI; No 1216

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 
.
 

Sprzedaż Kupidynów. 

Zarządzanie sprawami serca nie jest rzeczą prostą. Grecy i Rzymianie znaleźli jednak na to sposób w postaci miłosnych posłańców, którzy zajmowali się kojarzeniem i pętali, czasem zupełnie nieoczekiwane węzły intymne. Był to Eros w Grecji, Kupidyn w Rzymie, a potem Amor w łacińskiej poezji. Z natury rzeczy, w miarę powiększania się społeczności, światem i alkową rządziły całe chmary Kupidynów, Amorów i Erosów. 
W połowie osiemnastego wieku znany wówczas malarz francuski Joseph-Marie Vien, dyrektor rzymskiego oddziału Akademii Francuskiej studiował malarstwo klasycystyczne w Rzymie. W owym czasie entuzjazmowano się odkryciem Pompei i Herculanum, zasypanych popiołami Wezuwiusza w 79 r. Vien w swoich studiach wpadł na ślad rozprowadzania Kupidynów przez domokrążców. Chodziła taka domokrążczyni od rezydencji do rezydencji i oferowała Kupidynków, które trzymała w koszyku.

 

Jak zauważyła, że są chętni odbiorcy, jak powyżej, wyjmowała Kupidynka z koszyczka i trzymając go delikatnie za skrzydełka przekazywała komu trzeba. 

Ten okaz jest nieco przekarmiony a skrzydełka i inne rzeczy ma nieco anemiczne. Ale nic to. Jak urośnie, to mu podrośnie. Wiadomo co Kupidyn wyprawiał z Psyche..
Niestety artysta nie doszedł, jak Rzymianie hodowali Kupidynki. Byłby to wspaniały biznes w naszych czasach. 

Ilustracja przedstawia 'Sprzedawczynię Kupidynów', obraz namalowany w 1763 r., obecnie w Fontainebleau. 

[QZD07::090];ART37009p90,1
w sieci:21.11.2005

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


kwiecień 2005

v.85

  Site Meter