Kurioza naukowe / Scientific curiosities ISSN 1176-7545; rok VI; No 1213

Zestawienie tematyczne prowadzone na bieżąco

Jedno zdumienie dziennie...

 

.
 

Igraszki językowe.

A było to tak: 
W latach sześćdziesiątych jeden z moich kolegów otrzymał stypendium na studia w Ameryce. Było to niebotyczne osiągnięcie. I kiedy po miesiącach starań otrzymał tzw. promesę, paszport (po oświadczeniu, że natychmiast zgłosi się w polskim konsulacie, a po powrocie natychmiast powiadomi władze o wszelkiej działalności antypolskiej), i wizę (po podpisaniu druczku w ambasadzie, że nie jest komunistą), był po prostu wniebowzięty. Nabrał pewności siebie, zaczął zaciągać z angielska, nosić wymyślne krawaty. A jak po kilkudniowym pałętaniu się po Oceanie na 'Batorym', popijaniu trującej coca-coli za pieniądze przeszmuglowane w skarpetce, dotarł do Quebecu, bo tak się wtedy podróżowało do USA, czuł się panem świata. Urzędnik celny nie przejmował się jego wielkością i kazał mu pokazać, co ma w kieszeni. Nie było wtedy bramek, najwyżej obmacanki. Kolega poczuł się poniżony. Kto Polakowi z paszportem będzie zaglądał do kieszeni! I tak od słowa do słowa nieruchawy urzędnik zdenerwował się. Co będzie mu tu jakaś słowiańska przybłęda się wymądrzać koślawym angielskim! 
I wygarnął mu wreszcie: 'Who you think, who you are!'. A były to czasy, kiedy urzędnicy celni jeszcze nie byli automatami obstawionymi elektroniką. Kiedy Władek to posłyszał, zrozumiał, że to łamany polski, poczuł się jak przypalony pochodnią. Scharakteryzował pokrótce zawód i prowadzenie się matki, babci i prababci owego urzędnika i kiedy doszedł do barwnego opisu uszkodzonych genitaliów celnika, twarz interlokutora magle się rozjaśniła. "Tosh tee sfooy khlop!" - wykrzyknął urzędnik - Mooy tatush tysh zafshe ksheechal pshes fence do somsyada - 'tee who you swomanee!'."
I tak w miłym nastroju poszli na zaplecze, a po żubrówce wyjętej z walizki Władka zostali przyjaciółmi na całe życie. Przypominam, były to czasy kiedy celnicy byli urzędnikami przypominajacymi wzykłych ludzi. Dotąd korespondują ze sobą i zaczynają niezmiennie listy od tego tatusinego zawołania. 

[QZD07::025]
w sieci:21.11.2005

 

 


 

witrynę prowadzi
© R. Antoszewski
Titirangi, Auckland, 
Nowa Zelandia

(wybrane z publ. R. Antoszewskiego)


kwiecień 2005

v.85

  Site Meter